
– Udowadniam, że nie jestem duchem. Przeciwnie, jestem bardzo, ale to bardzo cielesna.
– Och, tak… – wysapał. – Żadna ze znanych mi kobiet by tego nie potrafiła…
– No właśnie – przytaknęła. To było najprzyjemniejsze w tej cudownej grze. Osoby, którymi dziś byli, nie miały przeszłości ani przyszłości. Przyszły znikąd, a jutro rozpłyną się w nicości. Jednak dziś wieczorem istniały, czuły i płonęły pożądaniem.
Jake odwrócił się gwałtownie i przejął inicjatywę.
– Gotowa na wszystko? – wyszeptał prosto w jej usta.
– Myślę, że mogłabym cię jeszcze zadziwić.
Ale teraz to on ją zadziwił. Jake był czułym i delikatnym kochankiem, lecz teraz zmienił się w zdecydowanego, gotowego zdławić nawet najlżejszy opór zdobywcę.
Myślała, że zna swoją naturę – spokojną, skromną, cierpliwą. Teraz była zdumiona odkrywaniem własnej seksualności, pozbawionym pruderii dążeniem do osiągnięcia najwyższej rozkoszy.
Potem, kiedy oboje jeszcze ciężko dyszeli, Jake wyciągnął rękę i zapalił lampkę na nocnym stoliku.
– Chcę na ciebie popatrzeć – powiedział.
Uklękła na łóżku, unosząc wysoko ramiona. Cudownie, że udało mi się stracić te kilka kilogramów, pomyślała, lekko kołysząc się na boki, niczym jakaś bezwstydna i wyuzdana leśna nimfa.
– Czy to właśnie chciałeś zobaczyć? – spytała z łobuzerskim uśmiechem.
– To więcej niż kiedykolwiek mogłem oczekiwać. Kobieto, czy wiesz, że jesteś niebezpieczna?
– Czy nie za późno na takie stwierdzenie? – Zaśmiała się perliście.
– To przecież jawna prowokacja – oświadczył, obejmując rękami jej talię.
– Tylko kolejne doświadczenie – powiedziała, powstrzymując go, gdy chciał przewrócić ją na plecy i siadając na nim. Poczuła zadowolenie, widząc szok i zdumienie na jego twarzy, po czym dodała: – Odpręż się, ciesz się chwilą.
– Ciekaw jestem, gdzie się tego nauczyłaś. Pochyliła się nad nim i szepnęła mu do ucha:
