
– Wynoś się! Ona jest moja!
– Poczekaj – wtrąciła Kelly. – Chciałabym usłyszeć, co cie czeka potem…
– Moje „potem" jest bardziej interesujące niż jego – powiedział Carl, chwytając ją w talii i ciągnąc w swoją stronę.
– Nie powierzyłbym rodowej porcelany żadnemu z nich -odezwał się męski głos. Kelly odwróciła się i zobaczyła Jake'a swobodnie opartego o framugę drzwi. – Zmiatajcie stąd! – rozkazał ze zdradliwie szerokim uśmiechem.
– Sama potrafię o siebie zadbać – wtrąciła ostro Kelly.
– A więc powiedz im, żeby sobie poszli.
– Kiedy będę chciała.
Ruch głowy Jake'a był ledwie zauważalny, ale wystarczył, by Carl i Frank zaczęli się wycofywać.
– Hej, zaczekajcie! – zawołała Kelly, kiedy byli już przy drzwiach. – Nie zwracajcie na niego uwagi. Od wpół do jedenastej rano on tu już nie rządzi.
– Nie potrzebujesz ich, ale bardzo potrzebujesz mnie – powiedział Jake.
– Dziękuję, nie skorzystam.
– Cześć, chłopaki. – Jake nie dawał za wygraną.
Kelly zamilkła z oburzenia. Bez słowa patrzyła, jak jej dwaj adoratorzy zabierają marynarki i posłusznie wychodzą.
– Za kogo ty się uważasz, że śmiesz wyrzucać ludzi z mojego domu? – wycedziła ze złością.
– Kilka dni temu nie miałbym kłopotów z odpowiedzią. Ale teraz…
– Mówisz tak, jakby rozwód był dla ciebie niespodzianką – przerwała mu ostro. – Wiesz, że był przesądzony, od czasu gdy przespałeś się z Olimpią Statton.
– Jak długo mam ci powtarzać, że nie spałem z Olimpią! – krzyknął ze złością.
– Och, tylko zahaczyłeś o jej pokój hotelowy w Paryżu o trzeciej nad ranem – zadrwiła.
– Owszem, byłem u niej w pokoju. I poszedłem tam, cóż… w niecnych zamiarach, ale rozmyśliłem się prawie natychmiast. Nie mogłem odwrócić się i uciec jak przerażony młokos. Coś tam plotłem trzy po trzy, a potem wymówiłem się bólem głowy i wyszedłem. Skąd mogłem wiedzieć, że ludzie z ekipy zastawili na mnie pułapkę!
