Tytus Pullo stanął na baczność gdy tylko ujrzał trybuna idącego w jego stronę, co najwyraźniej świadczyło o poczuciu winy. Co ciekawe, to samo zrobił Lucjusz Worenusz. Oprócz wrogości, którą żywili do siebie nawzajem, byli świetnymi żołnierzami, prawdopodobnie najlepszymi w swoim oddziale. Obaj mieli pod trzydziestkę; Pullo był nieco bardziej przysadzisty, Worenusz trochę szybszy.

Skaurus przeszył ich wzrokiem, starając się stworzyć pozory surowej nagany:

— Zdaje się, że już to przerabialiśmy — powiedział. — Obcinanie wypłaty nie za bardzo pomaga, co?

— Panie — zaczął Pullo, a Worenusz rzekł: — Panie, on…

— Zamknąć się — warknął trybun. — Żaden z was nie może opuścić koszar przez następne dwa tygodnie. Także wtedy, gdy wasi koledzy wychodzą na ćwiczenia. Ponieważ tak lubicie kłócić się o swoje osiągnięcia, może nauczycie się trzymać nerwy na wodzy, gdy nie będzie o co się spierać.

— Ależ, panie — zaprotestował Worenusz — bez ćwiczeń wyjdziemy z wprawy.

Pullo przytaknął energicznie. Wreszcie znalazło się coś, co do czego obaj Rzymianie się zgadzali. Obaj mieli w sobie dumę najlepszych wojowników.

— Powinniście byli o tym pomyśleć, zanim zaczęliście awanturę — odrzekł Marek. — Nie osłabniecie w ciągu tych dwóch tygodni. Dokładne sprzątanie i czyszczenie wam w tym pomoże. Odmaszerować! — rzucił ostro. Ale gdy zawstydzeni odwrócili się by odejść, przyszło mu coś do głowy.

— Jeszcze jedno. Nie zróbcie tego błędu i nie podtrzymujcie tej głupiej kłótni. Jeżeli zdarzy się to jeszcze raz, zrobię tego z was, który będzie winny, sługą drugiego. Pomyślcie o tym, zanim się pokłócicie.



14 из 502