
— Kyzikos — podpowiedziała Alypia Gavra. Jak to było w jej zwyczaju, bratanica Imperatora siedziała cicho przez prawie całą naradę, od czasu do czasu coś sobie notując; pisała historię Imperium. Większość oficerów w ogóle nie zwracała na nią uwagi. Przywykli do jej cichej obecności.
Co do Marka, to czuł on tę samą mieszankę tęsknoty, winy i odrobiny lęku, którą budziła w nim zawsze Alypia. „Podobała mu się” nie było tutaj właściwym określeniem, co wcale nie pomagało jego nieraz burzliwemu pożyciu z Helvis. Co więcej, wiedział, że jego uczucia były odwzajemnione, przynajmniej częściowo. Tu właśnie pojawiał się lęk. Jeżeli najemnik nie mógł mieć nadziei na posiadanie zamku w Videssos, co stałoby się z takim, który posiadłby księżniczkę?
— Mennica w Kyzikos jest niedaleko na południowy wschód od Garsavry — tłumaczyła Sar-barazowi. — Właściwie, najpierw została ona założona jako centrum wypłat dla naszych wojsk w wojnie z Makuran w… niech pomyślę… — Jej zielone oczy zamyśliły się. — …niecałe sześćset lat temu.
Nomada nie był zbyt szczęśliwy, gdy musiał słuchać jakiejkolwiek kobiety — nawet jeśli należała do rodziny cesarskiej. Przy ostatnich słowach popatrzył na nią ze szczerym niedowierzaniem.
— W porządku, macie mennicę, my dostajemy pieniądze. Po co ze mnie kpić. Kto mógłby pamiętać sześć pięcio-dwudziestek lat?
Przetłumaczył dosłownie system liczbowy swojego języka na videssański. Skaurus zastanawiał się, co zrobiłby z tym Gorgidas. Zapewne powiedziałby, że odnosi się do czasów, gdy Khamorthci nie mogli liczyć do liczby większej niż ilość palców u rąk i nóg. Ale teraz Gorgidas sam widział mnóstwo Khamorthów.
— Niech Skotos weźmie tego grubiańskiego barbarzyńcę — usłyszał trybun jednego z oficerów Videssos szepczącego do swojego towarzysza. — Czy on wątpi w to, co powiedziała księżniczka? Ale Alypia odpowiedziała Sarbarazowi tak uprzejmie, jakby mówiła do jakiegoś arystokraty:
