
— Nie zamierzałam z ciebie kpić.
Nie miała w sobie tego gorącego temperamentu Gavrasów, który prześladował Tfaorisina, a czasem przejawiał się także w wybuchach złości jej ojca, Mavrikiosa. Jej rysy również nie były tak ostro wyrzeźbione, jak oblicza mężczyzn z rodziny cesarskiej, chociaż miała dosyć wąską, owalną twarz.
Marek ciekaw był, jak też wyglądała jej matka. Żona Mavrikiosa umarła wiele lat przed tym jak został Autokratorem. Bardzo niewielu Videssańczyków miało zielone oczy, musiało to pochodzić właśnie od tej strony rodziny.
— Kiedy zamierzasz przystąpić do walki? — zapytał ktoś Thorisina.
— Dawno temu — odparł krótko Imperator. — Oby Onomagoulos mroził się w piekle Skotosa za czas, który mi zabrał, i za wszystkich dobrych ludzi, których zabił. Wojna domowa to dla kraju podwójna strata, bo i zwycięzcy, i przegrani należą do niego.
— Szczera prawda — wymamrotał Gajusz Filipus, przypominając sobie swoją własną młodość i walki pomiędzy Śullą a zwolennikami Mariusza, nie mówiąc o Wojnie Społecznej, w której Rzymianie musieli walczyć ze swoimi sprzymierzeńcami z Italii.
— Wiesz, że nie możemy być gotowi dawno temu — powiedział głośno do Gavrasa.
— Nawet wy, Rzymianie? — odparł z uśmiechem Imperator. W jego głosie był niekłamany szacunek. Legioniści nauczyli Videssos więcej, niż kiedykolwiek wiedziało o natychmiastowej gotowości. Thorisin tarł ręką podbródek, zastanawiając się:
— Osiem dni — powiedział w końcu.
Wśród oficerów słychać było pomruki niezadowolenia. Jeden z Namdalajczyków, Clozart Skórzane Spodnie, warknął:
— Równie dobrze możesz prosić o gwiazdę z nieba! — Utprand uciszył go groźnym spojrzeniem. Gdy Imperator spojrzał pytająco na dowódcę najemników, ten odpowiedział kiwnięciem głowy. Thorisin oddał gest, zadowolony; na słowie Utpranda w takich kwestiach można było polegać.
Gavras nie kłopotał się pytaniem Rzymian. Skaurus i Gajusz Filipus z satysfakcją wymienili uśmiechy. Mogli być gotowi w ciągu czterech dni i wiedzieli o tym obaj. Przyjemnie było zobaczyć, że Imperator też o tym wiedział.
