
Zanim spróbował wina, podniósł obie ręce ku niebu mrucząc credo:
— Błogosławimy Gębie Phosie, Panie o wielkim, wspaniałym i dobrym umyśle, z Twojej łaski nasz obrońco, prosimy bacz, aby wielki sprawdzian naszego życia skończył się dla nas pomyślnie. — Po czym splunął na podłogę, co oznaczało odrzucenie Skotosa, złego oponenta Phosa w dualistycznej religii Imperium.
Przez chwilę czekał, że Rzymianin dołączy się do modlitwy, ale Skaurus, choć szanował przekonania Videssańczyków, nie naśladował bezmyślnie tych, których naprawdę nie podzielał. Styppes rzucił mu pogardliwe spojrzenie.
— Poganin — wymamrotał. Marek zrozumiał, co miał na myśli Fostulus, mówiąc o jego ustach; wąskie, blade wargi ledwo zakrywały wielkie, żółte zębiska.
W końcu Styppes wypił swoje wino i teraz z kolei trybun musiał walczyć ze sobą, by nie wykrzywić twarzy w pogardliwym grymasie. Videssańczyk ponownie napełnił kubek, nie pytając Skaurusa o pozwolenie; znowu go opróżnił, napełnił i wypił po raz trzeci, podczas gdy Marek zaledwie zmoczył usta. Styppes zaczął znowu nalewać, ale dzbanek okazał się pusty, gdy kubek zapełnił się ledwie do połowy. Styppes parsknął ze złością i wypił także i tę resztkę.
— Wystarczy ci wino, czy może chciałeś coś innego? — zapytał Skaurus ostro. Natychmiast zrobiło mu się wstyd; czyż stoicyzm nie nauczał, by szanować każdego człowieka takiego jakim jest, nieważne czy złym, czy dobrym? Jeżeli Styppes za bardzo kochał wino, pogardzanie nim na pewno tego nie zmieni.
Marek spróbował ponownie, tym razem bez sarkazmu.
— W czym mogę ci pomóc. Ja lub moi ludzie?
— Wątpię, żeby to było możliwe — odpowiedział Styppes, na nowo budząc uprzedzenia Marka. — To mnie kazano pomóc wam. — Jego kwaśna mina nie świadczyła o tym, by podejmował się tego zadania z przyjemnością.
