
– Jeden albo i dwóch – wtrącił zbójca.
– Albo dwóch – potaknął szlachcic. – Byle nie więcej, bo żaden będzie łup, jak go między gromadę przyjdzie podzielić.
– A czemu między swemi pomocy nie szukacie? – spytał z nagłą podejrzliwością Twardokęsek.
– Bo moi będą jęzorami kłapać – wyznał niechętnie Bogoria. – Jeden się dziewce pochwali, drugi srebro matce zaniesie, trzeci sobie pyszny kaftan sprawi, złotogłowiem obszyty. I furda tajemnica.
– I Pomorcy będą swego dobra dochodzić. – Zbójca pokiwał głową. – Szczera prawda.
– Pomorców się nie lękam, nie pierwszy raz ich łupię. Gorzej, że całe Wilcze Jary z nagła patriotyzmem sparło. A jak się wieść rozejdzie o podobnej zdobyczy, zaraz na kark mi wlezą.
Bogoria splunął i pogroził pięścią dwóm kapłanom Bad Bidmone, którzy z wysiłkiem targali świeżo ociosane deski sosny na kaplicę. Ci, widać znając reputację zbój – szlachcica, przygarbili się od wysiłku i truchtem puścili przez majdan.
– Rozzuchwalili się tym powrotem Koźlarza ponad wszelkie pojęcie – podjął Bogoria. – Jawnie po dworach chodzą. Niby pokornie proszą o datki dla nowego kniazia, ale strach odmówić, bo ohydnie przeklną albo ogień podłożą pod stogi. Dziesięcina, mówią, potrzebna, żeby kraj z ruiny podnieść a Pomorców przegnać. Jeno że ostatnimi czasy z dziesięciny się nieomal połowina zrobiła! A tyle nie dam! – Huknął bukłakiem o ziemię. – Jak tak na złoto chytrzy, niech sami grabić idą, pijawki zatracone!
– Ale we dwóch? – Zbójca podrapał się po głowie. – Przy żołdzie straż pojedzie.
– Nie bądźcie tchórzem podszyci! – ofuknął go szlachcic. – Mam w czeladzi łuczników dwóch zacnych i wiernych jako psy. Pary z gęby nie puszczą. Pomorcy są chytrzy, będą się ciszkiem ze złotem przemykać, ledwie w kilka koni. To jak, mości zbójco? Pójdziecie ze mną czy wolicie tu gnuśnieć?
Twardokęsek mimowolnie rozejrzał się po obozowisku. Nie dostrzegł żadnej znajomej twarzy, tylko w oddali łopotał wojenny sztandar, wywieszony na drągu u chaty Suchywilka. Jednak zbójcy z dawien dawna nie proszono do Zwajców w gościnę. Po prawdzie, wszyscy omijali go jak zapowietrzonego.
