
Sekcja badawcza na krążowniku natychmiast zajęła się powstałym problemem. Za pomocą zdalnie sterowanych laboratoriów analitycznych odkryli w końcu tę jedyną rzecz, które umknęła wszystkim, Z Wyjątkiem Wardena i jego szóstego zmysłu. Wąż okazał się obcym organizmem, o rozmiarach niewiarygodnie mikroskopijnych, tworzącym całe kolonie wewnątrz pojedynczych komórek. Nie był inteligentny w sensie ludzkim, bowiem nie dysponował tym, co człowiek mógłby określić jako proces myślenia, ale posiadał zbiór reguł, które narzucał całej planecie, a także niesamowitą umiejętność przystosowywania się do nowych warunków i podporządkowywania ich sobie. Choć jego długość życia wynosiła zaledwie trzy do pięciu minut, działał on jednak z szybkością setki, o ile nie tysiące, razy przewyższającą szybkość działania tego, co go otaczało. Na Lilith przystosowanie się organizmu do nowych obiektów, wprowadzonych z zewnątrz, zabrało mu sześć miesięcy, ale w końcu ewoluował na tyle, iż sam zaadaptował obcych do własnego, wygodnego, symbiotycznego systemu.
Pozostałe planety były jednak inne — posiadały inną równowagę atmosferyczną, inną grawitację i inne natężenie promieniowania. Nie mógł więc zaadaptować tych obcych środowisk do własnego systemu, wobec tego przystosował się do nich. W przypadku Meduzy, na przykład, dość szybko udało mu się dostosować do siebie organizmy gospodarzy — ludzi, zwierząt i roślin. Na Charonie i Cerberze wytworzył w organizmach nosicieli taki stan równowagi, który mu najbardziej odpowiadał; produktem ubocznym były zmiany fizyczne, związane z miejscami, w których czuł się najlepiej.
Tak tedy Romb Wardena poddarty był kwarantannie, a naukowcy poszukiwali jakiegoś lekarstwa na powstałą, sytuację.
