W ciszy, która zaległa po jego słowach, wsłuchiwali się w parskania, skrzypienia i gwizdy dochodzące z maszynerii. Wszyscy myśleli: Jeśli to w ogóle jest możliwe…

Myśl o tym, że mogliby spotkać więcej czerwonookich istot, paraliżowała ich kompletnie.

Najbardziej przejmował się Faron. On przecież będzie musiał podejmować decyzje. Czy powinni próbować przemknąć się nie zauważeni przez pasaż i dzięki temu pozwolić, by większość owych złych istot żyła dalej w Górach Czarnych z wszystkimi konsekwencjami takiej decyzji? Czy też powinni podjąć z nimi walkę? Nie ustąpić, dopóki ostatni nędznik nie zostanie zabity i unicestwiony?

Popatrzył na swój mały, umęczony oddział. Oni nie mają siły do walki ani nie chcą zadawać już więcej śmierci.

Dolg chyba nigdy nie wyczyściłby farangila, gdyby w jego pobliżu znalazło się jeszcze więcej zła. Marco zaś jest zbyt osłabiony, by wykonać którąś ze swoich wspaniałych czarodziejskich sztuk. Wygląda na to, że i duchy wyczerpały swoje możliwości do końca…

– Inna sprawa – myślał głośno, zwracając się do wszystkich, którzy przecież nie słyszeli jego poprzednich rozważań. – Inna sprawa to to, że Siska nie może być narażona na coś takiego jak walka z czerwonookimi. Teraz przecież wiemy, że ona oczekuje dziecka.

Popatrzyli na niego pytająco.

– Nie pamiętacie tego? – zdziwił się Faron. – Sami przecież mówiliście o tym po waszym powrocie z Ciemności, gdzie zostały uratowane jelenie olbrzymie, czytałem o tym w raporcie. Czerwonoocy szczególnie polowali na Mirandę. Bo w stosunku do ciężarnych kobiet zachowują się niczym wilkołaki.

Tsi wydał z siebie jęk przerażenia.



12 из 173