On, Obcy, który skrzywił się niezadowolony, kiedy wybrano go na następcę usuniętego Talornina. Nie chciał jechać w te niebezpieczne, czarne, ziejące śmiercią góry, nie chciał mieć do czynienia z tymi wszystkimi indywiduami, stojącymi o tyle niżej od Obcych i, jak sądził, nie będącymi w stanie poprowadzić inteligentnej rozmowy. Traktował to jako degradację, ponieważ dotychczas znajdował się wśród najwyżej postawionych w hierarchii Obcych. Ktoś jednak musiał się podjąć nieludzko trudnego zadania, przynieść jasną wodę do domu i spróbować przyprowadzić z powrotem żywych członków ekspedycji. Nigdy przedtem nikomu się to nie udało.

Z wielkim sceptycyzmem przyglądał się liście uczestników. Lemuryjczyków mógłby w końcu zaakceptować. Marco, czarny książę, posiadał, jak mówiono, możliwości równe Dolgowi, synowi czarnoksiężnika i strażnikowi świętych kamieni. Ale reszta? Madragowie? Podobno mają być niezwykle inteligentni. Jak mogą być inteligentne istoty, przypominające bardziej bizony niż ludzi? Poza nimi jakiś szaleniec z rodu elfów. Ludzie? Wśród nich między innymi Indianin i samuraj. A na dodatek tłum duchów. Tak wyglądało towarzystwo, które miał ze sobą zabrać w pełną niebezpieczeństw podróż.

Teraz Faron wstydził się myśli, które wtedy go zaprzątały. Poznał tę grupę, dowiedział się, jakie to wspaniałe, ba, fantastyczne istoty. Wybrane najlepiej jak można.

Spora część ekspedycji znajdowała się już bezpieczna w Królestwie Światła. Miał przy sobie tylko małą, ale za to najważniejszą grupę, i za nią odpowiadał. Na pokładzie pojazdu byli jeszcze wszyscy odnalezieni. Uczestnicy dawnych ekspedycji, byłoby bardzo miło móc sprowadzić ich triumfalnie do domu.

Ale jak tego dokonać?

Nieoczekiwanie Faron poczuł wielką czułość dla wszystkich zebranych na pokładzie. Uśmiechał się smutno do siebie na myśl o naiwnym Tsi, szalonej Indrze, wilku Frekim i… Nic więcej nie zdążył pomyśleć. Był na schodach i musiał się mocno złapać poręczy, żeby nie spaść. Cały pojazd trząsł się niebezpiecznie.



14 из 173