
Słyszał, że zebrani na dole krzyczą i przewracają się.
Wydostali się na wzniesienie i kierowali ku granicznemu pasażowi, kiedy to się stało. Rozległ się bardzo głośny, ostry i nieprzyjemny trzask w podwoziu J2. Pojazd szarpnął i zatrzymał się tak gwałtownie, że wszyscy stracili równowagę.
– Znowu gąsienica – syknął Faron przez zęby. – I to akurat tutaj, przy granicznym posterunku, gdzie każdy może zobaczyć, że jesteśmy bezradni!
Tym razem to Tsi-Tsungga jęknął z głębi serca:
– Nigdy nie wrócimy do domu! Chcę, żeby Siska mogła się znowu znaleźć w cieple i świetle. Nie chcę pozostawać dłużej w tym okropnym, zimnym kraju, tak strasznie się o nią boję! Ale nigdy przecież się stąd nie wydostaniemy!
3
SILASBył jeszcze ktoś, kto naprawdę znajdował się w okropnej sytuacji. To mały Silas Anderson. Nie uczestniczył w wyprawie do Ciemności ani do Gór Czarnych. Mieszkał po prostu w mieście nieprzystosowanych, w obrębie Królestwa Światła. W tym mieście jednak panował bardzo chłodny klimat dla kogoś, kto w żaden sposób nie był podobny do innych mieszkańców.
A tak właśnie było w przypadku Silasa.
Miał siedem lat. Chodził do pierwszej klasy miejscowej szkoły, a to wcale nie było zabawne.
Ostatnia lekcja. Pani stoi nad nim.
– Nie, ty, Silas, naprawdę niczego nie rozumiesz – mówi ze złością. – Prawie całą godzinę tłumaczyłam i pokazywałam na tablicy, a co ty z tego wszystkiego zapisałeś? Trzy pozbawione sensu słowa?
Pani rzuciła zeszyt na pulpit. Dzieci w klasie z trudem powstrzymywały śmiech.
– Patrz na innych! Patrz na Torstena, jak on ślicznie pisze! I tak dużo. Popatrz na prace Mary, tak to powinno wyglądać! Co się z tobą dzieje, Silas? No, na szczęście dzwonek. Wiecie już, co macie zrobić na jutro, w takim razie możecie iść do domu, dziękuję wam za dzisiejszy dzień! Może i ty, Silas, postarasz się odrobić na jutro lekcje, co? Może chociaż raz by ci się udało. Nie, nie odchodź ode mnie, kiedy do ciebie mówię!
