Miał dwoje młodszego rodzeństwa, ale trudno mu było nawiązać z nimi kontakt. Byli jeszcze mali, więc i mama, i tata bardzo ich kochali. Gdy mama i Silas zostawali sami, też czasem panował miły nastrój, chociaż matka często bywała niezadowolona, bo jej nie słuchał. Takie chwile, kiedy oboje siedzieli przy kuchennym stole i rozmawiali o różnych sprawach, należały do najlepszych w życiu Silasa; wtedy mama naprawdę skupiała się na tym, co on ma do powiedzenia, choć uważała, że mówi bardzo źle jak na siedmioletniego chłopca. Kiedy jednak do domu przychodził ojciec, w oczach mamy pojawiał się jakiś błysk, jak u ściganego zwierzęcia, jakby wciąż się bała, że ojciec zacznie krzyczeć na Silasa, i często prosiła chłopca, by uważnie słuchał, co ojciec do niego mówi i czego od niego chce.

Gdy dochodziło do kłótni, mama stawała się bardzo nerwowa, ale zawsze trzymała stronę ojca.

Silas sądził, że wypełnia polecenia. Ale był tak beznadziejnie zdekoncentrowany, że kiedy później dostawał razy i szturchańce, kiedy wymówki i złe słowa spadały na jego głowę, miał wrażenie, że wszystkie myśli mu jakby wypływały.

Po tym pozbawionym sosu obiedzie w domu nie czekało go nic miłego. Zresztą ostatnio w ogóle nigdy nie bywało tu miło.

Nikt nie zwracał na niego uwagi, poszedł więc i włożył buty do biegania. Chciał wyjść.

Przypadkiem zobaczył swoje odbicie w lustrze. „Nietoperz”, tak go między innymi nazywali koledzy w szkole. Tylko dlatego, że miał takie duże, odstające uszy. Ale w ogóle nie było w nim niczego szczególnego. Chudziutki, jasne, potargane włosy, na czubku głowy zawsze sterczał kogut, niezależnie od tego, jak starannie się czesał. Potarganiec, mówiła mama, wciąż opowiadała historię o tym, jak go uczesała na mokro w dniu, w którym miał być chrzczony. I akurat w momencie, gdy pastor wypowiadał nad nim błogosławieństwa, wysuszone już włosy rozsypały się tak gwałtownie, że pastor musiał się roześmiać, a mama okropnie się wstydziła. Bardzo była wtedy zła na Silasa. Już wówczas, kiedy nie miał nawet pół roku.



17 из 173