
Piękny w każdym razie nie jest. Piegowaty, rudoblond. Nigdy nie będzie miał ładnych ciemnych włosów ani opalonej buzi jak inne dzieci. „Jeszcze dwa piegi i będziesz jak Murzyn” drażniły się z nim dziewczynki i chichotały przy tym rozbawione.
Rodzice byli zajęci młodszym rodzeństwem. Silas spokojnie powlókł się do lasu. Chociaż nazywać ten zagajnik lasem, to chyba przesada. Właśnie „zagajnik” to najwłaściwsze słowo. W każdym razie Silas chętnie się tutaj ukrywał. Zabierał ze sobą kawałki chleba i orzechy, karmił wiewiórki i ptaki. Jeśli siedział całkiem spokojnie, to zdarzało się, że wiewiórki podchodziły bardzo blisko i chwytały smakołyki. Już się go nie bały.
Tego popołudnia jednak nie spotkał w lesie żadnych zwierząt. Wiedział dlaczego, przestraszyły się innych dzieci, które poprzedniego dnia z krzykiem biegały po okolicy. Sam musiał się przed nimi ukrywać.
Żadnych małych zwierzątek. Wszędzie pusto. Silas miał wrażenie, jakby utracił jedynych przyjaciół.
Nie jest łatwo być Silasem. Trudno jest tak się starać, żeby wszystkim dogodzić, a mimo to zbierać wymówki i szturchańce.
Trudno myśleć, że pamięta się wszystkie polecenia, a mimo to mnóstwo z nich zapominać.
Czuł się coraz bardziej niechciany. Nikt go nie potrzebuje. Zawsze wszystkim przeszkadza. Silas nie lubił płakać. Czuł jednak bolesny ucisk w piersiach i pieczenie w oczach. Nic nie mógł na to poradzić. Łzy popłynęły po policzkach. Czuł się taki samotny na świecie. Nikt go nie kocha…
4
Goram, Strażnik, jeden z bliskich współpracowników Rama, włożył na nogi miękkie buty. Wstał i wyciągnął swoje długie, muskularne ciało. Włosy miał jeszcze mokre, bo przed chwilą brał prysznic. Miał za sobą męczący trening w pełnej przyrządów sali gimnastycznej. Ale bardzo dobrze się po nim czuł.
