— Loszeńka, może byś przyjął sporaminę — poradził mu nawigator.

— Czekaj, chwilę — odparł Bykow. — A co to znowu? Czyś ty oszalał?

Michaił Antonowicz porwał się z miejsca, obiegł stół i zajrzał Bykowowi przez ramię.

— Gdzie, co? — zapytał.

— Dokąd lecisz? — rzucił zjadliwe pytanie Bykow. — A może ci się wydaje, że lecisz na Siódmy Poligon, co?

— O co ci chodzi, Losza?

— A może wyobrażasz sobie, że na Amaltei zbudowano dla ciebie trytonowy generator?

— Czy chodzi ci o paliwo? — zapytał Michaił Antonowicz. — Paliwa nam starczy na trzy takie kursy…

Bykowa zupełnie odeszła senność.

— Mamy lądować na Amaltei — rzekł. — Potem musimy wraz z planetologami wyprawić się do egzosfery i znów wrócić na Amalteę. W końcu mamy wreszcie wracać na Ziemią. A to znów będzie oversun!

— Czekaj — zaczaj wyjaśniać Michaił Antonowicz. — Chwileczkę…

— Opracowałeś mi zwariowany program, jakby oczekiwały nas tam magazyny paliwa!

Ktoś uchylił luk do kabiny. Bykow odwrócił się. W szczelinie luku ukazała się głowa Daugego. Dauge powiódł oczyma po kabinie i wyszeptał błagalnie:

— Słuchajcie, chłopcy, nie ma tu Warieczki?

— Precz! — wrzasnął Bykow.

Głowa natychmiast zniknęła. Luk przymknięto bezszelestnie.

— H-hultaje — rzekł Bykow. — No więc widzisz, nawigatorze! Jeśli zabraknie mi paliwa na powrotny oversun, marny twój los!.

— Nie wydzieraj się, proszę — oburzył się Michaił Antonowicz. Podumał chwilę i dodał, czerwieniąc się na twarzy. — A do licha z tym…

Zapanowało milczenie. Michaił Antonowicz wrócił na miejsce. Teraz obaj spoglądali na siebie nadąsani.

— Skok w egzosferę przewidziałem — przemówił Michaił Antonowicz. — Powrotny oversun także obliczyłem prawie dokładnie. — Położył dłoń na kupce kartek na stole. — A jeśli cię tchórz obleciał, to z powodzeniem możemy zaopatrzyć się w paliwo na Antymarsie…



13 из 289