
— A o co ci chodzi, Loszeńka? — zapytał nawigator.
— Znowu planetolodzy — rzekł Bykow.
Żylin spoza osłony fotoreaktora rzucił wyjaśnienie:
— Warieczka gdzieś przepadła.
— Ejże? — rzekł Bykow. — No, nareszcie. — Znów przeszedł się po kabinie. — Dzieciaki, duże dzieciaki.
— Nie złość się na nich, Loszeńka — uspokajał nawigator.
— Wiecie, co wam powiem? — Bykow usiadł w fotelu. — Najgorsi w czasie rejsu są pasażerowie. A najbardziej nieznośni pasażerowie — to starzy przyjaciele. Daj no mi, Misza, sporaminę.
Michaił Antonowicz skwapliwie wyciągnął z kieszeni pudełeczko. Bykow przyjrzał mu się sennym wzrokiem.
— Daj od razu dwie tabletki — poprosił.
2. Planetolodzy prowadzą poszukiwania Warieczki,
a radiooptyk dowiaduje się, co to hipopotam
— Wyrzucił mnie za drzwi — oświadczył Dauge, wróciwszy do kajuty Jurkowskiego.
Jurkowski stał na stole pośrodku kajuty i obmacywał dłońmi miękki matowy sufit. Na podłodze leżały rozsypane okruszyny ciasta.
— A więc ona jest tam — rzekł Jurkowski. Zeskoczył ze stołu, strzepnął z kolan białe okruszki i zaczął wołać błagalnie: — Warieczko, kochana, gdzie się podziewasz?
— A czy próbowałeś siadać znienacka w fotelu? — zapytał Dauge. Podszedł do kanapy i jak kłoda zwalił się na nią z rękami wyciągniętymi wzdłuż ciała.
— Zabijesz ją! — zawołał Jurkowski.
— Nie ma jej tu — stwierdził Dauge i ułożył się wygodniej, kładąc nogi na oparciu kanapy. — Taką operację trzeba by przeprowadzić ze wszystkimi kanapami i fotelami. Warieczka lubi układać się tam, gdzie miękko.
Jurkowski przysunął stół pod ścianę.
— Nie ma — rzekł. — Podczas lotu lubi włazić na ściany i sufity. Trzeba będzie przeszukać cały statek i sprawdzić sufity.
