
Nagle „Tachmasibem” wstrząsnęło tak silnie, że Żylin poleciał na plecy i padając uderzył tyłem głowy o stojak.
— O, do diabła! — zaklął Jurkowski. — Wszystko to jest oczywiście dość niezwykłe, ale jeśli statek będzie się tak zataczał, to nie ma mowy o pracy.
— No przecież — odezwał się Dauge, przyciskając dłonią prawe oko. — Cóż to za praca…
Najwidoczniej statek spotykał na kursie coraz więcej dużych meteorytów, a gwałtowne sygnały, przekazywane przez radary przeciwmeteorytowe do automatycznego nawigatora cybernetycznego, coraz częściej rzucały statek z boku na bok.
— Czyżby rój? — zastanawiał się Jurkowski, przytrzymując się peryskopu. — Biedna Warieczka, bardzo źle znosi wstrząsy.
— Niechby więc siedziała sobie w domu — rozzłościł się Dauge. Prawe oko puchło mu szybko, dotykał je palcami i wydawał jakieś niezrozumiałe okrzyki w języku łotewskim. Nie siedział już przykucnięty, znajdował się na podłodze w pozycji półleżącej, z szeroko rozsuniętymi nogami, by łatwiej utrzymać równowagę.
Żylin trzymał się jakoś, uczepiony rękami o komorę wyrzutni i stojak. Podłoga raptem uciekła spod nóg, potem jakby podskoczyła i uderzyła boleśnie w pięty. Dauge jęknął, Żylinowi podcięło nogi. Chrypiący basowy głos Bykowa popłynął przez mikrofon:
— Inżynier pokładowy Żylin do kabiny nawigacyjnej! Pasażerowie, proszę do amortyzatorów!
Żyłin zataczając się przedostał się do drzwi. Z tyłu doleciał go głos Daugego:
— Jak to do amortyzatorów?
— A niech to diabli! — odezwał się Jurkowski.
Coś potoczyło się po podłodze z metalicznym brzękiem. Żylin wypadł na korytarz. Zaczynało się dziać coś niedobrego.
Statkiem bez przerwy miotało jak deską na falach. Żylin biegł korytarzem i powtarzał w myślach: ten obok… i ten obok. Ten też obok, wszystko obok… Wtem z tyłu doleciał go przeraźliwy syk: Pak-psz-sz-sz-sz… Żylin przywarł gwałtownie plecami do ściany i obrócił się. W pustym korytarzu o jakieś dziesięć kroków od niego stał gęsty obłok białej pary; wyglądało to zupełnie tak, jakby pękł nagle balon z ciekłym helem. Syk szybko ucichł. W korytarzu zapanował chłód.
