
— Poszła won! — wrzasnął Żylin. Warieczka rzuciła się gdzieś w bok i zniknęła.
— Zatłukę! — ryknął Bykow. — Żylin, na miejsce, do stu diabłów! Żylin odwrócił się i w tym właśnie momencie „Tachmasib” oberwał zdrowo.
Amaltea, „Stacja J”
Woziwody rozprawiają o głodzie, a inżynier od gastronomii wstydzi się za swoją kuchnię
Po kolacji wujek Wałnoga wszedł do świetlicy i nie patrząc na nikogo powiedział:
— Potrzeba mi wody, kto na ochotnika?
— Ja — zgłosił się Kozłów.
— I ja — rzekł Potapow, podnosząc głowę znad szachownicy.
— Oczywiście, ja też — odezwał się Kostia Stecenko.
— A czyja mogę? — zapytała cieniutkim głosem Zojka Iwanowa.
— Możesz — odpowiedział Wałnoga, spoglądając w sufit. — No więc przychodźcie.
— A ile potrzebujecie tej wody? — zapytał Kozłów.
— Niedużo — odrzekł wujek Wałnoga. — Jakieś dziesięć ton.
— Dobra — powiedział Kozłów. — Zaraz będziemy. Wujek Wałnoga wyszedł.
— Pójdę z wami — oświadczył Gregor.
— Lepiej zostań tutaj i zastanów się nad swoim posunięciem — odrzekł mu Potapow. — Twój ruch. Zawsze nad każdym ruchem zastanawiasz się z pół godziny.
To nic — odparł Gregor. — Zdążę się jeszcze zastanowić.
— Halu, pójdziesz z nami? — zapytał Stecenko.
Hala leżała w fotelu przed magnetowideofonem. Leniwym głosem odpowiedziała:
— Chyba pójdę.
Podniosła się z fotela i przeciągnęła rozkosznie. Hala miała dwadzieścia osiem lat, wysoka, o smagłej cerze i bardzo ładna — była najładniejszą kobietą tu, na stacji. Połowa chłopaków stacji kochała się w niej. Hala kierowała pracami obserwatorium astrometrycznego.
