
Gdy byłem chłopcem, Ray Bradbury wybrał ze swoich wcześniejszych zbiorów opowiadania, które, jak uznał, przypadną do gustu młodszym czytelnikom i wydał je w książkach R jak rakieta i K jak kosmos. Skoro zdecydowałem się na to samo, spytałem Raya, czy miałby coś przeciw temu, bym zatytułował ten zbiór M jak magia. (Nie miał).
M naprawdę jest jak magia, podobnie jak wszystkie litery, jeśli złoży się je razem jak należy. Można z nich tworzyć magię i sny. A także, mam nadzieję, kilka niespodzianek…
Neil Gaiman
Sierpień 2006
Sprawa dwudziestu czterech kosów
Siedziałem w moim biurze, pociągając ze szklaneczki żytniówkę i bezmyślnie czyszcząc automat. Na zewnątrz lał deszcz, jak przez większość czasu w naszym pięknym mieście, choć oczywiście biuro promocji turystyki twierdzi inaczej. Co prawda nie obchodziło mnie to; nie pracuję w biurze promocji turystyki, jestem prywatnym detektywem, i to jednym z najlepszych, choć na oko w życiu byście tego nie powiedzieli. W biurze wszystko się sypało, od dawna nie płaciłem komornego i nawet bimber się kończył.
Ciężkie czasy i tyle.
A do tego wszystkiego jedyny klient, jaki zgłosił się w tym tygodniu, nie zjawił się na rogu, gdzie czekałem na niego pół dnia. Mówił, że to będzie wielka sprawa, ale już nigdy się nie dowiem jaka. Zamiast u mnie, zameldował się w kostnicy.
