
Ukryte marzenia są, oczywiście, ważne. Może faktycznie chciałby kogoś zabić, albo mieszkać na wyspie na morzach południowych. Ale ma przecież tyle obowiązków, o których musi myśleć. Ma dwoje dorastających dzieci i żonę, lepszą niż na to zasługuje.
Może kiedyś, przed Bożym Narodzeniem…
W środku zimy w nie zamieszkanym pokoju gościnnym wybuchł pożar wskutek zwarcia w instalacji elektrycznej. Strażacy ugasili ogień; straty były niewielkie i nikt nie odniósł obrażeń. Ale to wydarzenie odsunęło na pewien czas myśli pana Wayne od Tompkinsa. Najpierw należało wyremontować pokój. Stary, wytworny dom był bowiem powodem dumy jego właściciela.
W przedsiębiorstwie nadal panowała atmosfera napięcia i niepewności, w związku z sytuacją międzynarodową. Ci Rosjanie, Arabowie, Grecy, Chińczycy. Te rakiety międzykontynentalne, bomby atomowe, sputniki… Pan Wayne spędzał w biurze całe dni, a czasami nawet i wieczory. Tommy zachorował na świnkę. Część dachu należało pokryć nowym gontem. A zaraz potem okazało się, że nadeszła wiosna i czas spuścić jacht na wodę.
Minął rok, a pan Wayne nie bardzo miał kiedy pomyśleć o ukrytych pragnieniach. Może w przyszłym roku. Tymczasem…
— No i jak? — spylał Tompkins. — Dobrze się pan czuje?
— Tak, zupełnie dobrze — odparł pan Wayne. Wstał z krzesła i potarł dłonią czoło.
— Czy chce pan, abym zwrócił zapłatę?
— Nie. Było to całkiem zadowalające.
— Zawsze jest takie — stwierdził Tompkins, mrugając znacząco do papugi. — A co pan przeżywał?
— Niedawną przeszłość.
— Jest ich całe mnóstwo. Poznał pan swoje ukryte pragnienia? Czy to było morderstwo? A może wyspy na morzach południowych?
— Wolałbym o tym nie dyskutować — powiedział pan Wayne uprzejmie, ale stanowczo.
— Wielu ludzi nie chce ze mną o tym rozmawiać — ponuro stwierdził Tompkins. — I niech mnie piekło pochłonie, jeśli rozumiem dlaczego.
