
Tiril wywijała koziołki na trawie, Nero uważał, że to wspaniała zabawa. Potem mocowali się i turlali po ziemi. W końcu dziewczynka usiadła zdyszana.
– Wiesz, ale chciałabym, żeby Carla naprawdę była moją starszą siostrą. Co ja mam z nią robić, Nero? Jak mam postępować, żeby znowu odzyskała radość?
Pies nie umiał udzielić jej żadnej rady.
Oczywiście dziewczynka z dobrej rodziny nie mogła w ten sposób biegać po ulicach. Tiril jednak miała swoje tajemne ścieżki, przekradała się przez ogrody, chodziła bocznymi uliczkami, kryła się w zaułkach, kiedy wszyscy myśleli, że spokojnie siedzi w swoim pokoju. Zresztą domownicy byli pochłonięci własnymi sprawami. Tylko Carla wiedziała, co się dzieje. Z początku bardzo się niepokoiła zachowaniem siostry, nigdy jej jednak nie zdradziła, a później uznała, że Tiril radzi sobie sama bardzo dobrze.
Pewnego dnia do domu konsula przyszedł jakiś obcy człowiek. Tiril dostrzegła go z góry i przechylona przez poręcz schodów przyglądała mu się z ciekawością. Ojciec pospiesznie wprowadził przybysza do salonu.
– Co pan tu robi? – spytał z wyraźnym niepokojem. – Nie wolno panu tu przychodzić!
Gość nosił perukę, kołnierz surduta miał wytłuszczony. W jego glosie pobrzmiewały jakieś groźne tony.
– Skoro pan się u mnie nie pokazuje, panie Dahl, to muszę moje interesy brać w swoje ręce.
– Powiedziałem przecież, że zapłacę. Już wkrótce.
– Słyszę to od dawna.
– Ale ja mam środki. Muszę je tylko uruchomić.
– Pan ma na myśli pieniądze panny? No, to ich nie może pan uruchomić. Przynajmniej dopóki dziewczyna…
– Ciii! – syknął pan Dahl niecierpliwie i rozejrzał się nerwowo. Tiril odsunęła się od poręczy i poszła do swojego pokoju.
To Carla ma pieniądze? myślała zdumiona. I ojciec zamierza je zabrać? To nie może być uczciwa sprawa!
Żeby tylko mogła jakoś siostrze pomóc! Ona, Tiril, niczego, oczywiście, nie posiada, nawet nie jest spokrewniona z tą rodzina, sama doszła do takiego wniosku.
