
Duchy były jednak niezwykłe miłymi zjawami w porównaniu z tym, co się szwendało po ciemnych ulicach Bergen, a co należało do świata żywych. Nagle poczuła na ramieniu czyjąś mocną rękę, a po obu jej bokach pojawili się nieznajomi mężczyźni. Szczerzyli do niej paskudne zęby w obleśnych uśmiechach, jeden mówił jakieś obrzydliwe słowa.
Minęło co najmniej kilkanaście sekund, zanim Tiril zrozumiała, czego opryszkowie od niej chcą. I wtedy jej gwałtowny charakter dał o sobie znać z całą siłą.
Szarpnęła energicznie, by się wyrwać, a gdy to nie pomogło zaczęła ich kopać po łydkach tak, że za każdym razem trafiony wył boleśnie. Ale wciąż ją trzymali.
Działo się to w wąskim zaułku niedaleko portu, gdzie widać było tylko pozbawione okien ściany magazynów. Nigdzie dokoła ani żywej duszy.
– Puśćcie mnie, chamy jedne! – wrzeszczała Tiril. Dziewczynka była silna.i jej kopniaki z pewnością okazały się bolesne, jednak to nie wystarczało, bo napastnicy jej nie uwolnili. Przeciwnie, rozsierdzeni oporem, trzymali mocno.
W żaden sposób nie mogli zrozumieć, skąd wziął się ten wielki czarny pies, ale w pewnym momencie wszystko dookoła zamieniło się w jedno wielkie piekło. Rozlegało się wściekłe warczenie i ujadanie, w ślad za tym jednym czarnym potworem na ratunek Tiril przybiegło co najmniej dziesięć innych. Napastnicy zaczęli zmykać w popłochu, ciągnąc za sobą rozjuszoną sforę.
Tylko Nero został na miejscu. Tiril dyszała ciężko, rozdygotana, i drżącą ręką głaskała jego kudłate futro.
– Dziękuję ci, mój przyjacielu – szeptała z wysiłkiem. – I podziękuj tamtym!
Pies odprowadził ją aż do bramy, chociaż nigdy dotychczas tego nie robił. Tiril widziała, że jest bardzo przejęty i dumny ze swego zachowania.
Ręce wciąż jej drżały, kiedy weszła do hallu. Wszystko wskazywało jednak na to, że jak zwykłe nikt nie będzie miał dla niej czasu. Pani Dahl z promiennym uśmiechem biegła do Carli, która wchodziła właśnie na górę.
