
Och, Carla, Carla! – wołała rozradowana. – Dobry ojciec zgodził się w końcu na twoje małżeństwo. A co, nie mówiłam? Mówiłam ci przecież, że już moja w tym głowa, byś mogła wyjść za swojego chłopca. Teraz wszystko załatwione. Ojciec da wam błogosławieństwo!
Objęła mocno starszą córkę, a Carla przez sekundę popatrzyła w dół na Tiril z wyrazem najgłębszej rozpaczy w oczach. Wyrwała się z objęć pani Dahl i pobiegła do swego pokoju.
Matka nie widziała jej twarzy.
– Och, jaka ona musi być szczęśliwa – powiedziała wzruszona. – Już wróciłaś, Tiril?
Tej nocy Tiril obudziła się nagle, bo zdawało jej się, że słyszy czyjś krzyk, a potem ciężki łoskot, jakby coś spadło z wysokości. Potem zrobiło się cicho.
A rankiem woźnica znalazł ciało Carli, leżące na brukowanym podwórzu. Rzuciła się w dół z wieżyczki na dachu.
Teraz lubieżne oczy zostały zwrócone na młodą, czystą Tiril…
Niezadługo po tych wydarzeniach złe moce z odległej przeszłości Islandii wyciągnęły swoje macki, by otoczyć nimi Tiril.
Trzy księgi zła przypomniały o swoim istnieniu.
By jednak zrozumieć władzę czarnej magii nad człowiekiem, musimy cofnąć się do połowy siedemnastego wieku, do walki, jaką wielebny Jon toczył z dwoma czarnoksiężnikami. Od tych wydarzeń, o których teraz opowiemy, wije się kręta nić prowadząca do Bergen, gdzie mieszkała Tiril.
Rozdział 2
Jak wynika z islandzkich protokołów sądowych Anno Domini 1656 wielebny Jon i obaj czarnoksiężnicy są postaciami historycznymi.
Pewnej nocy pod koniec lat czterdziestych siedemnastego wieku pastor, sira Jon Magnusson z Eyri w Skutilsfjördhur, obudził się, czując, że coś przygniata mu stopy. W izbie było ciemno, lecz dostrzegał wielki czarny cień, spoczywający ciężko w nogach łoża.
Wielebny musiał przyznać, że na moment lodowaty dreszcz przeszedł mu po plecach. Był jednak człowiekiem Bożym, niezłomnym w swej wierze.
