
– Co ty powiesz? Ale nie gadaj tak głośno, bo dziewczyna mogłaby usłyszeć!
– Phi! Przez te grube drzwi głos nie przejdzie. Nie, taka pokraka jak ten bogobojny Monsen nie mogłaby spłodzić tak pięknego dziecka, to niemożliwe! O, potrzeba więcej prochu, żeby uzyskać taki rezultat, możesz mi wierzyć!
– Tak, ale jej matka była przecież bardzo piękna, no nie?
– Była. Ja ją widziałam, ale gdzie jej tam do córki!
– To w takim razie kto jest ojcem?
Zaszurały stołki, pewnie dójki przenosiły się od jednej krowy do drugiej. Drzwi były uchylone i dlatego Christa słyszała wszystko tak dobrze. Siedziała nieruchomo skamieniała z wrażenia. Starała się słuchać dalej, ale kobiety zniżyły głosy. Widocznie siedziały teraz bliżej siebie.
– Co? – usłyszała okrzyk zdumienia. – Nie mówisz tego poważnie!
– Owszem. Wiem tylko tyle, co ludzie gadali. Nikt nie wie nic pewnego, ale powiadali, że jakaś nadnaturalna siła musiała być w to zamieszana.
– Nadnaturalna? Jak to, nadnaturalna?
– Nikt nie wie nic pewnego, mówię! Ale to przecież widać po dziewczynie. Taka piękność nie może być z tego świata!
– Nie masz żadnych powodów, żeby tak mówić – mamrotała ta druga. – Dziewczyna jest taka miła. Mnie to zawsze było jej żal, że musi chodzić w tych beznadziejnych łachach, zawsze taka skrępowana, nic jej nie wolno. To wstyd, jak ten dziad ją traktuje!
Jeszcze bardziej zniżyły głosy, a po chwili zaczęły rozmawiać o krowie, która ma popękane strzyki i trudno ją doić.
Christa miała ochotę po prostu uciec dokąd oczy poniosą. Była tak wstrząśnięta, że tylko z największym wysiłkiem powstrzymywała szloch. Jej matka, która była dla niej niczym święta! Czy to możliwe, że zdradziła ojca? To znaczy Franka. I czy on o tym wie?
