Spoglądała na niego przestraszona i trochę zaniepokojona. Owszem, Ingeborg jest godna zaufania, ale…

Nie miała teraz ochoty myśleć o tym wszystkim, co Ingeborg opowiadała jej w sekrecie. Szczerze mówiąc, niewiele zrozumiała z podnieconych szeptów i chichotów tamtej.

– Trochę mnie dzisiaj boli głowa… – zaczęła ostrożnie i była to prawda. Christa nigdy świadomie nie kłamała. Bolał ją kark i oczy od tego nieustannego wpatrywania się w księżyc przez całą drogę do mleczarni i z powrotem.

Frank jednak nie chciał słuchać żadnych tłumaczeń.

– Tym bardziej powinnaś wyjść.

W tym domu to on był chory i cierpiący!

Przerwali dyskusję, bo przyszła Ingeborg. Z grubymi nogami, pryszczata, o tłustych włosach i stanowczo zbyt ciężka, obdarzona za to zdumiewającą pewnością siebie i dobrym samopoczuciem. Pozwalała równie pryszczatym jak ona chłopakom z sekty obłapywać się po kątach, jej donośny chichot często można było słyszeć z pokoiku za główną salą w domu modlitwy, co Christę zawsze przyprawiało o mdłości.

Ingeborg była o głowę wyższa od Christy.

– To jasne, bracie Frank, że będę się opiekować Christą, może brat na mnie polegać! – zapewniała. – Jesteś gotowa, Christo?

Christa podjęła ostatnią desperacką próbę.

– Ojcze, jeśli pójdę dziś do domu modlitwy, jak ojciec sobie życzy… To może jutro mogłabym jednak pojechać do Lipowej Alei?

– A od kiedy to ty stawiasz mi jakieś warunki? – warknął Frank ze złością. – Jak w ogóle możesz porównywać dwie tak różne sprawy?

Miała ochotę zawołać: „Nie chcę być zmuszana i do tego, by iść na to nudne spotkanie, i do tego, by zrezygnować z urodzin mojego dziadka!”

Do niego jednak takie argumenty nie trafiają, wiedziała o tym nie od dziś. I, oczywiście, Frank miał rację. Trudno porównywać dwie tak różne sprawy, dwa tak różne miejsca jak Lipowa Aleja i tutejszy dom modlitwy.

Ale ona tak strasznie chciała pojechać do Lipowej Alei! Co zrobić, żeby go przekonać?



17 из 194