– Nie chcę już nic więcej słyszeć o Lipowej Alei! idźcie nareszcie! – Machnął niecierpliwie ręką. – I tak się już spóźnicie.

– Czy masz wszystko, czego ci potrzeba, ojcze? – zapytała Christa troskliwie.

– Mam, mam. Wszystko mam. Myślisz, że nie dam sobie sam rady? – zapytał z agresją i raczej niekonsekwentnie.

Kiedy dziewczęta nareszcie wyszły, Frank poczuł się bardzo zmęczony. Ale tylko psychicznie. To nowe, dziwne zachowanie Christy działało mu na nerwy.

Coś mu mówiło, że będzie musiał opracować nową strategię postępowania z córką. Odpowiedzialnością za to, co się stało, obarczał Christę. Głupia dziewczyna, żeby tak nudzić w sprawie wyjazdu do Lipowej Alei. Do tej okropnie niebezpiecznej Lipowej Alei!

Podświadomie wyczuwał, że dotychczasowa polityka oparta na zasadzie: „Czy nie widzisz, jaki jestem biedny?”, stała się już nieprzydatna. Musimy znaleźć coś innego.

Frank Monsen tracił panowanie nad córką.

Po drodze na spotkanie Christa powiedziała:

– Czyż księżyc nie jest dzisiaj jakiś niezwykły? Jakby zaczarowany, prawda?

– Co? Oszalałaś? – prychnęła Ingeborg. – Zawsze mówisz takie dziwne rzeczy! Przecież księżyca prawie wcale nie widać spoza chmur.

– To właśnie zasłona z chmur sprawia, że księżyc wydaje się taki magiczny. Przesłonięty obłokami, tajemniczy. I blady niczym trup.

Ingeborg zachichotała nerwowo.

Przechodziły właśnie koło mleczarni i Christa przypomniała sobie spotkanie z nieznajomym chłopcem. Nic jednak nie powiedziała, nie miała ochoty zwierzać się Ingeborg.

– Czy widziałaś tego nowego chłopaka, który przychodzi na chór? – zapytała Ingeborg poufale.

Przez moment Christa miała wrażenie, że myślą o tej samej osobie, ale tak nie było.

– Ach, tego? Tego, co się tak gapi?

– Co? Na ciebie też się gapił?

– Nie, w każdym razie nie za bardzo – pospiesznie odpowiedziała Christa. Nie chciała psuć humoru Ingeborg, która wydawała się bardzo przejęta tą nową znajomością.



19 из 194