– Mam się z nim dzisiaj spotkać, jak już wyjdziemy z domu modlitwy – oświadczyła tamta z dumą.

Ingeborg była o kilka lat starsza od Christy i sprawiała wrażenie, jakby chciała udowodnić sobie samej i innym, że ma wielkie powodzenie u chłopców. Christa uważała, że zachowuje się głupio. Było jej żal Ingeborg, że tak wszędzie i nieustannie szuka dowodów miłości, czy jak to nazwać. Uścisnęła jej rękę, jakby chciała dodać koleżance odwagi. Christa zawsze miała wielkie serce dla słabych i skrzywdzonych.

– Wiesz co? – pisnęła Ingeborg. – Na ostatniej próbie chóru on przez cały czas stał tuż za mną. Przysuwał się coraz bliżej i bliżej… A ja czułam, że on… by chciał…

Christa spojrzała na nią, nie rozumiejąc, o co chodzi. Wydawało jej się, że powinna ostrzec Ingeborg, ale nie umiałaby powiedzieć przed czym. W domu Franka nie rozmawiało się o kwiatach i pszczołach jednocześnie. Tam mówiło się tylko o pokusach, na jakie może być narażona młoda dziewczyna, nigdy jednak żadnej z tych pokus nie określało się bliżej. Kiedy Christa pytała, Frank wpadał w gniew.

Wchodziła zatem w życie z nader ograniczoną wiedzą o jego prawdziwym obliczu.

– Frank powiada, że chłopcy stają się bardzo natrętni, jeśli pozwolić im zbytnio się zbliżyć – powiedziała niepewnie.

Ingeborg parsknęła śmiechem.

– Oj, ratunku, bo się posiusiam! Już ja wiem, jak sobie radzić z chłopakami, możesz być spokojna!

Weszły do domu modlitwy.

Christa siedziała w milczeniu na ławce po kobiecej stronie. Tutaj też nie jestem u siebie, myślała. Przecież wierzę w Boga, a wszystko wydaje się jakieś takie nieprawdziwe i sztuczne. Uważam, że religia jest sprawą pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Księża i inni pośrednicy tylko przeszkadzają. Zasłaniają widok.

Ingeborg weszła na podwyższenie i zajęła swoje miejsce w chórze. Christa widziała, że policzki jej płoną, a ten młody chłopak, o którym jej opowiadała po drodze, stoi tuż za nią.



20 из 194