Odejmując telefon komórkowy od ucha, Giannis Petrakos zatrzymał się na moment i spojrzał w jej stronę.

– Czy jest ktoś, kogo nie lubisz? – spytała Stacy pełnym irytacji tonem, odwrócona tyłem do drzwi.


– Mówienie o innych samych miłych rzeczy nie jest normalne.

Maddie otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Nie mogła się poruszyć, nie mogła przerwać kontaktu wzrokowego. Ogarnęło ją dziwne uczucie radości. Jej serce biło szybko, na skórze poczuła mrowienie. Nagle on odwrócił się i zaczął oddalać się korytarzem. Na litość boską, co z nią było nie tak? Patrzył na nią tylko kilka sekund, a ona wpatrywała się w niego jak sparaliżowana. Dlaczego się do niego nie uśmiechnęła?

Chciałaby powiedzieć mu, że nigdy nie zapomni, jakie szczęście dał jej siostrze, ale on wtedy czuł się skrępowany wdzięcznością jej babci. Nie chciałaby powtórzyć tamtego błędu. Tak czy inaczej, pomyślała, mało prawdopodobne, żeby po tylu latach pamiętał jej zmarłą siostrę.

– Halo? – Stacy strzeliła palcami przed twarzą Maddie, żeby zwrócić na siebie jej uwagę. – Jest tam kto?


W gabinecie Giannis zastanawiał się nad swoim postępowaniem, co nie było u niego częste. Na jego szczupłej, niezwykle przystojnej twarzy widać było napięcie. Wyszedłszy z sali konferencyjnej, pozbył się świty i przeszedł przez całe najwyższe piętro budynku Petrakos Industries. Zaglądał do pomieszczeń, o których istnieniu wcześniej nawet nie wiedział. Dlaczego? Po raz pierwszy w życiu zrobił coś impulsywnie i bez wyraźnego powodu.


Frustrowała go myśl, że być może kryło się za tym podświadome pragnienie ponownego zobaczenia rudowłosej dziewczyny. I irytował go fakt, że jej tycjanowskie włosy, gładka alabastrowa skóra i pełne piersi tak dobrze wypadły przy drugim spotkaniu. Ubrana w prostą białą bluzkę koszulową i wąską, czarną spódnicę, podkreślającą jej oszałamiające kształty, wyglądała jeszcze lepiej niż za pierwszym razem. To poważnie nim wstrząsnęło.



12 из 101