Miała w nim wszystko, czego, jak sądziła, może tu potrzebować. Z taką starannością wybierała rzeczy, żeby wziąć to, co naprawdę może się przydać. Każdą sztukę ważyła, niezdecydowana, w rękach, kładła do kuferka i wyjmowała, i znowu przeglądała wszystko od początku. Potem układała bardzo starannie i wygładzała. Podręczniki szkolne – one teraz ciążyły najbardziej. Buty, może trochę za bardzo zniszczone, ale nie miała czasu postarać się o nowe. Zapomniała zabrać proszków od bólu głowy, co bardzo ją teraz irytowało.

Woźnica, niczym się nie przejmując, wrzucił po prostu jej kuferek na dach dyliżansu, a poza tym tyle razy musiała się przesiadać, więc z lękiem myślała, jak te przesiadki zniosły naczynia z konfiturami z porzeczek i czarnych jagód. Jeżeli im się coś stało, to wnętrze kuferka musi wyglądać niewesoło.

Z daleka zobaczyła przesmyk pomiędzy skałami, przez który wiodła ścieżka. Woźnica wyjaśnił, że osada leży za tymi skałami.

Obolałymi palcami ponownie ujęła bagaż. Czekała ją jeszcze długa droga!

Rzecz jasna Anna Maria nosiła żałobę. Czarna suknia i odpowiedni do sytuacji płaszcz otulały ją niemal od stóp do głów. Także kapelusz z jedwabiu i aksamitu był czarny, tak samo podróżne buty. Wyrosła na zgrabną, czarnowłosą pannę o poważnych, szaroniebieskich oczach i zmysłowych ustach; miała teraz dziewiętnaście lat. O inteligencji świadczyło spokojne, zdecydowane spojrzenie, nieco teraz smutne z powodu żałoby i lęku przed nieznanym. To zawsze trudne doświadczenie przybyć do obcego miejsca, spotkać obcych ludzi, którzy być może będą dla nas wiele znaczyć. Anna Maria nie stanowiła pod tym względem wyjątku. Oczywiście chodziła do szkoły, ale o życiu zwykłych łudzi, robotników i ich rodzin, wiedziała niewiele. Nic dziwnego, że zaczynała chwilami żałować swojej decyzji.

No cóż, ale chyba powinna była to zrobić. Musi mieć świadomość, że się do czegoś nadaje, że jest wartościowym człowiekiem.



10 из 206