Anna Maria uważała, że osiedle wygląda nędznie.

Z westchnieniem przygnębienia ruszyła w dół. Powinna chyba pójść do biura kopalni, czy jak tam nazwać ten duży, obskurny budynek. Lokal administracyjny? To chyba zbyt szumna nazwa na takie szarobure brzydactwo.

Stwierdziła, że kościoła w osadzie nie ma. W ogóle wyglądało na to, że w tej osadzie mało co jest.

Teraz jednak będą mieli szkołę. Zastanawiała się, gdzie też zostanie ona ulokowana. Widziała tylko jakieś domy mieszkalne. A gdzie ona sama zamieszka?

I wtedy zobaczyła coś jeszcze. Ukryte za skałami, teraz ukazały się w całej swej brzydocie – dwa długie budynki, rodzaj baraków, w których prawdopodobnie mieszkali górnicy. Czegoś tak okropnego i przygnębiającego chyba jeszcze nie widziała. Przed drzwiami walały się śmieci i leżały stosy odpadków nieokreślonego rodzaju. Baraki sprawiały wrażenie, że wewnątrz za odrapanymi ścianami miejsca było niewiele. W pobliżu znajdowało się coś, co musiało być sklepem czy kramikiem i także wyglądało dość nędznie.

Co to ciotka Birgitta mówiła? Że jeśli chce się mieć zysk z jakiejś działalności, to nie należy wyrzucać pieniędzy na dobre uczynki albo zbędne sentymenty. Wszystkie niepotrzebne wydatki szkodzą firmie.

To były jej słowa, tak. Ale chyba nie Adriana, on został stworzony z delikatniejszego materiału. Pewnie nie zwrócił uwagi na nędzę baraków, skoro bywał tu tak rzadko.

Boże drogi, cóż za ponura osada!

Anna Maria zebrała całą swoją odwagę i taszczyła dalej kuferek wiejską drogą, która pewnie tutaj, w tym osiedlu na pustkowiu, cieszyła się mianem ulicy.

Ale nie przeszła nie zauważona. W drzwiach wielu domostw stały kobiety o pustych, pozbawionych nadziei twarzach. Nie mówiły nic, lecz Anna Maria widziała, że posyłały sobie przez ulicę porozumiewawcze spojrzenia. Ona ze swej strony kłaniała się uprzejmie z bladym uśmiechem. Najpierw napotykała surowe, odpychające twarze, potem następowało ledwo dostrzegalne skinienie. To wszystko.



12 из 206