– Czarny? W jakim sensie?

– Włosy i oczy. A poza tym prawdziwy brutal. W złości niebezpieczny. Ale w kopalni dobry.

Owszem, że brutal, to mogła uwierzyć. Już raz słyszała jego głos. O jeden raz za dużo, uznała.

– Tak – rzekła niepewnie, ogarnąwszy po raz ostatni spojrzeniem ten posępny magazyn czy co to było. – Możemy teraz zobaczyć mój pokój?

Nilsson ponownie ujął po rycersku jej kuferek i wyszli.

– Ciężkie to – zauważył.

– Książki – wyjaśniła krótko.

Na to nie miał nic do powiedzenia.

Kiedy szli drogą czy też ulicą, gdyby ktoś chciał być elegancki, Nilsson powrócił do swojej przerwanej opowieści, przeskakując z tematu na temat:

– Pod nieobecność dyrektora cała odpowiedzialność za biuro spada, naturalnie, na mnie… Tu, w tym pierwszym domu, mieszka Gustaw, kowal. Wszystkie jego dzieci chorują na suchoty… Myślę, że dyrektor Brandt jest zadowolony z mojej pracy. Ma on za sobą ciężki okres, tak że trzeba okazać wyrozumiałość, skoro większość spraw zrzuca na mnie.

Anna Maria skinęła głową.

– Tak, wiem, że dyrektor owdowiał.

– Straszna tragedia – rzekł Nilsson namaszczonym głosem. – Jego żona była zachwycająca! Umarła w połogu. No cóż, to nic niezwykłego, ale ona była prawdziwym aniołem! Tu, w tym drugim domu, mieszka Seved. Kiedy on jest w kopalni, jego żona przyjmuje wizyty. Chyba nikt nie wie, a już ona sama najmniej, kto jest ojcem jej najmłodszego. No! Jesteśmy na miejscu. A oto Klara, u której panienka będzie mieszkać. Dzień dobry, Klaro! Przyprowadziłem twoją lokatorkę!

Zgorzkniała, niechętna kobieta w progu nie odpowiedziała, skinęła tylko Annie Marii z cierpką miną i ruchem ręki zaprosiła ją do środka.

– Tak. No to ja wracam do biura – oświadczył Nilsson. – Mam jeszcze sporo spraw do załatwienia.



19 из 206