Klara, idąc przed gościem przez sień, mruknęła: „Pleciuga w portkach”. Stara farba odłaziła płatami od ścian, ale w domu pachniało czystością. Klara, kobieta w absolutnie nieokreślonym wieku, otworzyła jakieś drzwi.

– To jest pokój, jeśli panienka chciałaby tu zamieszkać – rzekła jakoś agresywnie.

Mogło być gorzej. Dość skromnie urządzony pokój miał łóżko, stół i krzesła, w kącie stała umywalka. Na domowej roboty komodzie leżała Biblia. Okno zdobiły doniczki z kwiatami.

Anna Maria odwróciła się do gospodyni z nieśmiałym uśmiechem.

– Tu jest bardzo ładnie. Utrzymuje pani taką czystość, pani Andersdatter. Wszystko takie zadbane!

– Robię, co mogę – odparła Klara bez uśmiechu.

– Chyba już więcej nie można – uśmiechnęła się Anna Maria.

– Czasami i to nie wystarcza. Czy panienka chciałaby jadać u nas, czy woli sobie gotować sama?

Anna Maria zawahała się.

– Gdyby to nie było zbyt wiele zachodu, to chętnie zjadłabym obiad po powrocie ze szkoły. Ale śniadania i kolacje mogę sobie robić sama.

Klara znowu skinęła głową.

– To będzie trochę kosztowało. Mam na myśli obiad. Bo komorne płaci kopalnia.

– W porządku. Powiedzmy może…

Anna Maria wymieniła sumę, której wysokość sprawiła, że Klara uniosła brwi. Panienka z Ludzi Lodu niewiele wiedziała o pieniądzach, a już zwłaszcza pojęcia nie miała, ile w Szwecji zarabiają biedacy. Propozycja została przyjęta z wdzięcznością. Gospodyni zobowiązała się nawet przygotować od czasu do czasu coś specjalnego, filiżankę kawy w niedzielę lub wieczorami, gdyby było trzeba. Anna Maria podziękowała uprzejmie.

– Ma pani dzieci, Klaro?

– Czworo. Ale tylko najstarsza pójdzie do szkoły. Reszta jest za mała.

– Miło będzie je poznać – powiedziała Anna Maria rozpromieniona.

– Może panienka chciałaby się teraz rozpakować, to ja sobie pójdę. Potem proszę przyjść do kuchni, pokażę pani wszystko i przygotuję coś do zjedzenia. Musi panienka być głodna po podróży.



20 из 206