
Wszedł na podium i stanął obok grubasa, który zaczął odczytywać z kartki jego biografię. Doktor habilitowany, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego i UCLA w Los Angeles, autor ośmiu książek z zakresu semantyki języka, poeta, członek redakcji uznanego czasopisma literackiego wydawanego w Irlandii, zapalony żeglarz. Po…zapalonym żeglarzu” zaczęta schodzić. Jej szpilki głośno stukały o wypolerowane stopnie schodów. Widziała kątem oka odwracające się w jej stronę głowy ludzi siedzących w fotelach. Grubas przestał czytać i także spojrzał w jej kierunku. Zanim dotarła do miejsca obok Kariny, była czerwona ze wstydu. I wtedy stało się coś niezwykłego: on zszedł z podwyższenia i nachylając się do jej ucha, wyszeptał:
Czy wszystko u pani w porządku? Nie zrobiła sobie pani nic złego, spadając z tego okna?
Nie! Naprawdę nie. Przepraszam. Nie chciałam panu przeszkadzać.
Nie przeszkadza pani. Cieszę się, że pani przyszła.
Wyprostował się i wrócił spokojnie na scenę. Grubas nie mógł ukryć konsternacji. Ona rozejrzała się dyskretnie, aby zobaczyć, gdzie siedzi jego żona. Nie było jej. W tym momencie Karina nachyliła się do niej i szepnęła:
Marty, zakręciłaś nim. Czułaś, jak pachnie!?
Nic nie czuła. Oprócz dreszczy, zaciśniętych kurczowo ud, spojrzenia na plecach wszystkich obecnych na sali i podniecenia pomieszanego z uniesieniem, wracających uporczywie z myślą, że przed chwilą stało się coś bardzo ważnego. Słyszała jego głos, ale skupić się na tym, co mówi, mogła dopiero po kwadransie.
Rzadko który wykład byt tak… nieprzewidywalny i pełen poskręcanych misternie fabuł. I to o semantyce! Być może niektóre z tych wygłaszanych przez Jovi były podobne. Jeśli jednak wykłady Jovi porównałaby do intelektualnych klipów podobnych do tych z MTV, to jego wykład – do nastrojowego koncertu. Dotychczas wydawało się jej, że nie może być nic nudniejszego niż semantyka, którą na jej uczelni prowadziła wiecznie obrażona pani profesor z Krakowa, usypiająca wszystkich na sali swoim monotonnym głosem, nie wspominając już o tym, co opowiadała, a raczej odczytywała z pisanych ręcznie, poplamionych i pomarszczonych od używania całymi latami folii.
