Nie ma wątpliwości, pomyślała niania z rozmarzonym uśmiechem: niewinność podczas gorącego lata w Lancre to stan, w którym niewinność jest tracona.

Potem jeszcze jedno imię wynurzyło się na powierzchnię. No tak. Ona. Dlaczego wcześniej o niej nie pomyślała? Bo jakoś nie przychodziła do głowy. Kiedy człowiek myślał o dziewczętach z Lancre, zwykle o niej zapominał. Po czym mówił: A tak, ona też. Naturalnie, ma wspaniały charakter. I niezłe włosy, oczywiście.

Była inteligentna i utalentowana. W wielu dziedzinach. Jej głos, na przykład. To była jej moc, szukająca ujścia. I oczywiście miała też wspaniały charakter, więc niewielka była szansa, że okaże się… nieodpowiednia.

Czyli sprawa załatwiona. Z pewnością ucieszy babcię jeszcze jedna czarownica, żeby ją wykorzystywać i jej imponować. Natomiast Agnes z pewnością jej kiedyś podziękuje.

Niania Ogg odetchnęła z ulgą. Do sabatu potrzebne są przynajmniej trzy czarownice. Dwie czarownice to tylko kłótnia.

Otworzyła drzwi do swojej chaty i wspięła się po schodach do sypialni.

Jej kocur Greebo wyciągnął się na pierzynie niby plama szarego futra. Nie obudził się nawet wtedy, kiedy niania Ogg podniosła go trochę, by w nocnej koszuli wsunąć się do pościeli.

Żeby odpędzić złe sny, pociągnęła solidny łyk z butelki pachnącej jabłkami i radosną śmiercią mózgu. Potem ubiła poduszkę, pomyślała: Tak… ona — i odpłynęła w sen.

Po chwili zbudził się Greebo. Przeciągnął się, ziewnął i bezgłośnie zeskoczył na podłogę. Następnie najbardziej złośliwy i chytry kłąb futra, jaki kiedykolwiek miał dość inteligencji, by usiąść w karmniku dla ptaków z otwartą paszczą i kawałkiem chleba na nosie, zniknął za otwartym oknem.

Kilka minut później kogucik w sąsiednim ogrodzie wysunął głowę, by powitać piękny nowy dzień i zginął natychmiast, w pół kukuryku.



10 из 264