
Tutaj jednak może zacząć wszystko od nowa. Była dobra. Wiedziała, że jest dobra.
Chociaż pewnie na Dream nie ma szans.
Będzie musiała zostać przy Nitt.
Niania Ogg zwykle kładła się spać wcześnie. W końcu miała już swoje lata. Czasami szła do łóżka nawet o szóstej rano.
Teraz była w lesie. Jej oddech kłębami pary unosił się w chłodnym powietrzu. Liście szeleściły pod nogami. Wiatr ucichł, pozostawiając czyste, bezchmurne niebo, otwarte dla pierwszego przymrozku zimy — małego łobuza zrywającego płatki i marszczącego owoce, który pokazywał, jaką to matką jest w rzeczywistości Natura.
Trzecia czarownica.
Trzy czarownice mogą tak jakby… podzielić się pracą.
Dziewica, matka i… starucha. Właśnie.
Kłopot polega na tym, że babcia Weatherwax łączyła w sobie wszystkie trzy. Była dziewicą, o ile niania się orientowała; była przynajmniej w odpowiednim przedziale wiekowym dla staruchy; co do trzeciej… no cóż, kto narazi się babci Weatherwax w zły dzień, poczuje się jak kwiat na przymrozku.
Musi przecież znaleźć się kandydatka na to stanowisko. W Lancre mieszkało kilka dziewcząt w odpowiednim wieku.
Kłopot polegał na tym, że chłopcy w Lancre też o tym wiedzieli. Niania regularnie spacerowała latem po łąkach, a miała bystry, choć pełen zrozumienia wzrok oraz znakomity słuch sięgający poza horyzont. Violet Frottidge chodziła z młodym Przebiegłością Carterem, a przynajmniej robiła coś w zakresie dziewięćdziesięciu stopni od chodzenia. Bonnie Quarney w maju zbierała orzechy z Williamem Simple i tylko dzięki temu, że była przewidująca i zasięgnęła pewnej rady u niani, nie wyda w lutym owoców. A już niedługo matka młodej Mildred Tinker porozmawia dyskretnie z ojcem młodej Mildred Tinker, ten porozmawia ze swoim przyjacielem Thatcherem, a on z kolei porozmawia ze swoim synem Hobem; potem będzie wesele. Wszystko zostanie załatwione w sposób właściwy i cywilizowany, z wyjątkiem może jednego czy drugiego podbitego oka.
