— A teraz łyknij solidnie.

Wykonał polecenie. Lekarstwo smakowało trochę jak lukrecja.

— Wypijesz jeszcze łyk wieczorem, zanim pójdziesz spać — tłumaczyła dalej babcia. — A potem trzykrotnie obiegniesz kasztan.

— …trzy razy kasztan…

— I jeszcze… Połóż sosnową deskę pod materac. Ale to musi być deska z dwudziestoletniego drzewa. Nie zapomnij.

— …dwudziestoletnie drzewo… — powtórzył Jarge. Uznał, że powinien dodać coś od siebie. — Żeby te bolące węzły z grzbietu przeszły do deski? — próbował zgadnąć.

Babcia spojrzała na niego z podziwem. Był to niezwykle pomysłowy element ludowych przesądów, wart zapamiętania na późniejsze okazje.

— Właśnie tak.

— I to wszystko?

— A chciałeś czegoś więcej?

— Bo ja… no… myślałem, że będą tańce, śpiewy i takie różne.

— Załatwiłam wszystko, zanim przyszedłeś — uspokoiła go babcia.

— Coś takiego… No tak. A tego… Chodzi o zapłatę…

— Och, nie chcę zapłaty — zapewniła. — Branie pieniędzy przynosi pecha.

— Aha. Rzeczywiście. — Jarge rozpromienił się.

— Ale może… Gdyby twoja żona miała jakieś stare ubrania, to noszę rozmiar 12, czarne w miarę możliwości. Albo gdyby akurat piekła ciasto, byle bez śliwek, bo mam po nich wzdęcia, albo odstawiła gdzieś trochę miodu na przykład. A może akurat będziesz bił świnię, najbardziej lubię od karku, czasem trochę szynki albo raciczki… Właściwie cokolwiek, co nie będzie ci potrzebne. Ale to nieobowiązkowe. Nie chciałabym narzucać ludziom żadnych obowiązków tylko dlatego, że jestem czarownicą. Jak tam w domu, wszystko w porządku? Nikomu nic nie dolega, mam nadzieję…

Patrzyła, jak zaczyna rozumieć.

— A teraz pomogę ci wyjść za próg — powiedziała.

Tkacz nie był pewien, co właściwie się stało. Babcia, zwykle tak pewnie stąpająca po ziemi, teraz jak gdyby potknęła się o jego laskę i upadła na plecy, ciągle trzymając go za ramiona. A potem jej kolano uniosło się jakoś i trafiło w pewien punkt na krzyżu, ona skręciła go w bok, coś kliknęło…



14 из 264