— Auuu!

— Przepraszam!

— Moje plecy! Mój krzyż!

Mimo wszystko, myślał potem Jarge, już się chyba starzeje. Pewnie jest trochę niezgrabna, a zawsze była nieuważna. Trzeba jednak przyznać, że robi świetne wywary. I jak szybko działają…

Zanim dotarł do domu, niósł obie laski pod pachą.

Babcia obserwowała go, kręcąc głową.

Ludzie są tacy… ślepi, myślała. Wolą wierzyć w bzdury niż w kręgarstwo.

Oczywiście, bardzo dobrze, że tak jest. Niech rozdziawiają usta ze zdumienia, że wie, kto się zbliża do jej chatki. Jakoś nikt nie zauważył, że okna dogodnie wychodzą na zakręt ścieżki. A co do skobla w drzwiach i sztuczki z kawałkiem czarnej nici…

Chociaż… czego właściwie dokonała? Oszukała niezbyt mądrego staruszka.

Stawała twarzą w twarz z magami, potworami i elfami, a teraz cieszy się, że nabrała Jarge Tkacza — człowieka, który dwa razy nie zdołał uzyskać stanowiska Wioskowego Idioty, a to z powodu zbyt wysokich kwalifikacji.

Znalazła się na śliskim gruncie. Jeszcze trochę, a zacznie chichotać i zwabiać dzieci do piekarnika. A przecież nawet nie lubi dzieci.

Przez całe lata babci Weatherwax całkowicie starczały wyzwania, jakich dostarcza funkcja wioskowej czarownicy. A potem musiała ruszyć w podróż, zobaczyła kawałek świata i przez to nie potrafiła teraz usiedzieć na miejscu — zwłaszcza o tej porze roku, kiedy klucze gęsi latały po niebie, a pierwszy szron atakował liście w co głębszych dolinach.

Rozejrzała się po kuchni. Przydałoby się ją zamieść. Garnki czekały na zmywanie. Ściany porosły brudem. Zdawało się, że jest mnóstwo roboty, ale jakoś nie mogła się do niczego zabrać.

Usłyszała krzyki wysoko w górze; nierówny klin dzikich gęsi przeleciał nad polaną. Zmierzały ku cieplejszym dniom w miejscach, o których babcia Weatherwax jedynie słyszała.



15 из 264