— Jednak muszę wam zdradzić, hm, pewne uwarunkowania finansowe. Jej ojciec, tego… właściwie, no… pożyczył mi sporą sumkę, żebym mógł kupić ten teatr, i złożył serdeczną ojcowską prośbę w kwestii córki. Jeśli dobrze sobie przypominam, jego słowa brzmiały: „Nie zmuszaj mnie, żebym połamał ci nogi”. Nie spodziewam się, żebyście wy, artyści, zrozumieli tę sytuację. To czysto biznesowe zależności. Bogowie pomagają tym, którzy sami sobie pomagają, oto moje motto.

Salzella wsunął palce w kieszenie kamizelki, odchylił się na krześle i zaczął pogwizdywać.

— Rozumiem — mruknął Undershaft. — Cóż, nie pierwszy raz zdarza się coś takiego. Normalnie jednak chodzi o balerinę.

— To nic takiego, zapewniam — rzekł pospiesznie Kubeł. — Po prostu razem z pieniędzmi przychodzi ta dziewczyna, Christine. Zresztą musicie przyznać, że naprawdę świetnie wygląda.

— Och, niech będzie — zgodził się Salzella. — To w końcu pańska Opera. A teraz ta… Perdita…?

Uśmiechnęli się do siebie.

— Perdita! — powtórzył Kubeł, zadowolony, że sprawa Christine została załatwiona i znowu może być pewny siebie i szczery.

— Perdita X. — poprawił go Salzella.

— Co jeszcze wymyślą te dziewczęta…

— Uważam, że może być bardzo przydatna — stwierdził Undershaft.

— Tak, jeśli kiedyś będziemy wystawiać operę ze słoniami.

— Ale skala! Jakaż ona ma skalę!

— Owszem. Zauważyłem, jak się pan przygląda.

— Chodziło mi o jej głos, Salzella. Doskonale się sprawdzi w chórze.

— Ona sama jest chórem. Możemy zwolnić całą resztę. Na bogów, ona potrafi nawet śpiewać sama ze sobą na głosy. Ale czy widzi ją pan w którejś z głównych ról?

— Bogowie, nie! Stalibyśmy się pośmiewiskiem.

— Otóż to. Lecz wydaje się… posłuszna.

— Wspaniały charakter, od razu tak pomyślałem. I niezłe włosy, oczywiście.




17 из 264