
Nie spodziewała się, że pójdzie jej tak łatwo. Słuchała w oszołomieniu, jak ludzie mówią jej o pensji (bardzo mało), potrzebie nauki (dużo) i kwaterze (dziewczęta z chóru mieszkały w samym gmachu Opery, pod dachem).
A potem wszyscy o niej zapomnieli. Stała z boku sceny i patrzyła, jak grupa potencjalnych baletnic wykonuje swe delikatne kroki.
— Naprawdę masz wspaniały głos!! — usłyszała kogoś za plecami.
Odwróciła się. Jak zauważyła kiedyś niania Ogg, człowiek dużo mógł się nauczyć, patrząc, jak Agnes się odwraca. Stąpała dość lekko, ale inercja fragmentów zewnętrznych sprawiała, że jej elementy jeszcze przez pewien czas starały się ustalić, w którą stronę mają się skierować.
Dziewczyna, która się odezwała, była drobnej budowy, nawet według typowych norm, a podjęła dodatkowe wysiłki, by wydawać się jeszcze szczuplejsza. Miała długie jasne włosy i radosny uśmiech kogoś, kto zdaje sobie sprawę, że jest szczupły i ma długie jasne włosy.
— Mam na imię Christine!! — przedstawiła się. — Czy to nie podniecające?!
Miała też ten rodzaj głosu, którym można wykrzykiwać pytająco. Zdawało się, że podekscytowany pisk jest do niego przymocowany na stałe.
— Eee… no owszem — przyznała Agnes.
— Na ten dzień czekałam od lat!!
Agnes czekała jakiś tydzień, odkąd zauważyła ogłoszenie na ścianie gmachu Opery. Ale raczej skona, niż się do tego przyzna.
— Gdzie się szkoliłaś?! — pytała Christine. — Ja uczyłam się przez trzy lata u madame Venturi w Quirmskim Konserwatorium!!
— Hm… ja… — Agnes zawahała się, wypróbowując w myślach kolejne zdanie. — Szkoliła mnie… lady Ogg. Ale ona nie ma konserwatorium, bo w góry trudno sprowadzić szkło.
Christine chyba nie zamierzała tego kwestionować. Cokolwiek uznała za zbyt trudne do zrozumienia, ignorowała.
— W chórze nie płacą zbyt wiele, prawda?!
— Nie.
Płacili mniej niż za mycie podłóg. A to dlatego, że kiedy się daje ogłoszenie o brudnej podłodze, nie zgłaszają się setki chętnych do szorowania.
