Dziwny młody człowiek zniknął gdzieś w półmroku.

Agnes rozejrzała się zalękniona.

— Tak, panienko? — zapytał mors-człowiek. Miał imponujący wąs, który skupił w sobie cały zarost z reszty właściciela.

— Tego… ja chciałam… Bo przesłuchania… znalazłam plakat z wiadomością, że przesłuchujecie…

Uśmiechnęła się bezradnie. Twarz odźwiernego zdradzała, że widział już — i nie wywarły na nim wrażenia — więcej bezradnych uśmiechów, niż nawet Agnes potrafiłaby zjeść ciepłych posiłków. Wyjął kartkę i ogryzek ołówka.

— Musisz tu podpisać — poinformował.

— Kim był… była ta osoba, która mnie przyprowadziła?

Wąs poruszył się, sugerując ukryty gdzieś pod nim uśmiech.

— Wszyscy znają naszego Waltera Plinge’a.

To była chyba całość informacji, jakiej zamierzał udzielić.

Agnes ścisnęła ołówek.

Najważniejsze pytanie brzmiało: Jak powinna się podpisać? Jej imię miało liczne i cenne zalety, ale nie układało się gładko na języku. Spadało z podniebienia i stukało między zębami, ale na języku nie leżało gładko.

Niestety, nie przychodziło jej na myśl żadne inne o dużym potencjale gładkościowym.

Może Catherine?

Albo… Perdita. Mogłaby wrócić do Perdity. Wstydziła się trochę używać tego imienia w Lancre. Było tajemnicze, sugerowało mroczne sekrety, intrygi, a także — całkiem przypadkiem — kogoś, kto jest raczej szczupły. Wymyśliła sobie nawet pierwszą literę drugiego imienia: X, oznaczające „kogoś, kto ma eleganckie i tajemnicze drugie imię”.

Nie udało się. Mieszkańcy Lancre byli irytująco niewrażliwi na takie rzeczy. Mówili o niej „Agnes, która nazywa siebie Perditax”.

Nie ośmieliła się nikomu zdradzić, że chciałaby, aby jej pełne imię i nazwisko brzmiało Perdita X. Dream. Nie zrozumieliby. Pytaliby na przykład: Jeśli uważasz, że to właściwe imię dla ciebie, to czemu wciąż masz dwie półki pełne pluszowych zabawek?



8 из 264