
— Choć możliwości tego urządzenia są dość ograniczone — mówił dalej — jesteśmy w stanie przesłać ci jedną poodstawową informację, która może (lub nie) okazać się przydatna na Meduzie. Mam na myśli mapę całej planety, tak dokładną i aktualną, jak to tylko było możliwe.
Słowa te nieco mnie zdziwiły. Dlaczego niby coś takiego jak mapa miałoby okazać się nieprzydatne? Nim miałem czas zastanowić się nad tym problemem czy ewentualnie chociażby przekląć niemożność zadawania Kredze pytań, poczułem ostry ból, a po nim zawroty głowy i nudności. Kiedy te nieprzyjemne sensacje ustąpiły, stwierdziłem, że rzeczywiście mam w głowie szczegółową mapę fizyczno — polityczną całej Meduzy.
Następnie odebrałem nieprzerwany strumień faktów dotyczących planety. Miała ona z grubsza 46 000 kilometrów w obwodzie i to zarówno na równiku, jak i na linii biegunów, z niewielkimi różnicami wynikającymi z układu topograficznego. Podobnie jak trzy pozostałe Diamenty Wardena była, praktycznie, kulą — co jest dość niezwykłe, jeśli chodzi o planety, chociaż większość ludzi, ze mną włącznie, uważa, iż wszystkie większe planety mają kształt kulisty.
Przyciąganie wynosiło tam z grubsza 1,2 normy, co oznaczało, iż będę tam nieco cięższy i wolniejszy niż zazwyczaj. Zanotowałem sobie w pamięci potrzebę przećwiczenia manewrów, których zgranie w czasie stanowiło o ich skuteczności. Atmosfera różniła się kilkoma setnymi procenta od standardowej, co zapewne było niezauważalne, jako że w rzeczywistości i tak nikt nie miał na co dzień do czynienia z tak standardowo czystą atmosferą.
