Głos przerwał, ale po krótkiej chwili podjął przekazywanie poleceń, nie wspominając ani słowem o incydencie.

— W prawo zwrot, ruszaj! — rozkazał, a my wypełniliśmy ten rozkaz. — Maszerować powoli do wahadłowca, zgodnie z moją instrukcją.

Szliśmy w milczeniu, bez pośpiechu. Metalowa podłoga była cholernie zimna, co przemawiało na korzyść promu w porównaniu z tą lodówką. Okazał się on zresztą rzeczywiście zaskakująco wygodny i nowoczesny, chociaż jego siedzenia nie były dostosowane do nagich ciał. Znalazłem miejsce jakieś cztery rzędy od końca, założyłem pasy bezpieczeństwa i czekałem na pozostałych. Zauważyłem, iż moja wstępna ocena dotycząca liczby więźniów była bliska rzeczywistości. Prom mógł pomieścić dwadzieścia cztery osoby, nas było ledwie dziewięcioro: sześciu mężczyzn i trzy kobiety.

Klapa wejściowa zamknęła się automatycznie i rozległ się syk świadczący o wyrównywaniu ciśnienia. Potem nastąpiło gwałtowne szarpnięcie, znak, że odcumowaliśmy od statku i znajdujemy się w drodze na powierzchnię.

Prom był zbyt komfortowy i nowoczesny, by służyć wyłącznie jako transportowiec dla więźniów. Musiał więc być jednym z tych statków, które utrzymują regularną łączność pomiędzy planetami Rombu Wardena.

Głośniki nad naszymi głowami zatrzeszczały i rozległ się z nich o wiele przyjemniejszy od tamtego barytonu głos kobiecy. To kolejna wyraźna zmiana na lepsze.

— Witamy na Meduzie — powiedziała, używając tonu profesjonalnej przewodniczki. — Jak wam już, bez wątpienia, wyjaśniono, Meduza jest ostatecznym celem waszej podróży i waszym nowym domem. I chociaż nie będziecie już mogli opuścić systemu Wardena, przestaniecie tutaj automatycznie być więźniami, a staniecie się jego obywatelami.



38 из 364