
Co Indra mówiła? Że karą dla niego ma być nowa szansa?
Miranda zorientowała się, w czym rzecz. Ten John miał wyjść w Ciemność.
Zdała sobie wówczas sprawę, czego będzie świadkiem, i poczuła ogarniające ją podniecenie.
Otworzą mur, już ona postara się zorientować, w którym miejscu.
Zauważyła teraz coś, na co wcześniej nie zwróciła uwagi. W rosnącej w lesie trawie ledwie widocznie zaznaczał się ślad, mogący przypominać ścieżkę. Nigdy by go nie dostrzegła, gdyby mężczyźni nie wskazali jej kierunku.
John irytował się, zachowywał ogromnie arogancko. Wykrzykiwał, że nie jest ot, takim sobie pierwszym lepszym, twierdził też, że Strażnicy robią mu wielką przysługę, pomagając opuścić nędzne Królestwo Światła, w którym nie można awansować, zdobyć wyższego stopnia czy stanowiska, gdzie nie ma nawet sił zbrojnych. Był żołnierzem, wysokim oficerem i tutaj traktowano go nieodpowiednio do jego pozycji!
Zapowiadał także, co zrobi, gdy pewnego dnia wróci na powierzchnię Ziemi, odgrażał się i przeklinał.
Ten człowiek jest chory na umyśle, doszła do wniosku Miranda, ale prędko zapomniała o jego upokorzonej dumie, zobaczyła bowiem, w jaki sposób Strażnicy otwierają mur!
Wyglądało na to, że potrzebna jest kombinacja rozmaitych zmysłów. Dotyk – Strażnik przyłożył dłoń z rozstawionymi palcami do pewnego punktu w murze, którego położenie Miranda starannie zanotowała w pamięci: tuż nad krzaczkiem obsypanym żółtymi kwiatkami. Słuch – Strażnik wypowiedział dwa krótkie słowa, Miranda zdziwiona pomyślała, że Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy musiały o setki lat wyprzedzać swój czas, wszak rozbójnicy, wypowiadając słowa: „Sezamie, otwórz się”, wykorzystywali czujnik dźwięku do otwarcia wrót w skale. Oczywiście nie tą formułą posłużyli się Strażnicy, lecz zasada pozostała taka sama. Następnie kolej przyszła na wzrok – Strażnik skierował na mur promień światła i omiótł nim to, co musiało być wyjściem.
