Stara panna, pomyślała Kamma z pogardą.

A przecież to ona wpędziła dziewczynę w staropanieństwo.

– Wyprostuj się, dziecko – powiedziała surowo. – Czy zebrałaś już wszystko, co powinnaś ze sobą wziąć?

– Myślę, że tak, ciociu Kammo.

Ten uniżony głos, raczej szept… jakby prosiła o wybaczenie za to, że istnieje, pomyślała Kamma Dahlen z odrazą.

– Zgodzisz się chyba ze mną, że już najwyższa pora, byś miała własny dom, prawda? To bardzo niezdrowe dla młodej panny, by przez całe życie przebywała w domu swego dzieciństwa. Zamieszkasz u wspaniałej, bardzo przyzwoitej rodziny, oni cię utemperują i wszędzie będziesz miała bliżej…

Omawiały to już wielokrotnie, a właściwie mówiła tylko Kamma swym monotonnym, przekonującym głosem, szkolonym u nauczyciela wymowy. Vinnie od czasu do czasu mruczała tylko od nosem: „Tak, ciociu.

Dziewczyna stała ze spuszczoną głową i pełnymi smutku, jakby zamglonymi oczami. Całkiem straciła poczucie własnej wartości, pozbawiono ją woli. Ledwie pozwolono jej na żałobę po babci. Babcia była taka dobra! Całe lata spędzała nie wstając z łóżka, ale próbowała tchnąć w Vinnie trochę życia, ściskając ją za rękę lub spojrzeniem zachęcając do działania. Teraz babci już nie było, a Vinnie nie mogła nawet wyrazić swoich myśli, okazać żalu. Ciotka Kamma orzekła, że Vinnie ma się wyprowadzić. Dziewczyna i chciała tego, i nie. Oczywiście pragnęła się wyrwać, zacząć żyć na własny rachunek, ale skąd wziąć na to odwagę? Poznała już rodzinę, u której miała zamieszkać. Byli to ludzie pokrewni ciotce Kammie, na pewno będą ją nadzorować, grzebać w jej rzeczach i pilnować, by się przyzwoicie sprawowała…

Tak, jakby Vinnie kiedykolwiek miała lub miała mieć okazję, by zachowywać się nieprzyzwoicie!



3 из 187