
W istocie był to chłopiec na posyłki i Kamma, jak to zawsze leżało w jej zwyczaju, dokładnie i podejrzliwie sprawdzała listę sprawunków, wyjmowała kolejno zakupy, kontrolowała ceny i podsumowanie. A w jej mózgu wprost gotowało się od gorzkich myśli i planów przepojonych żądzą zemsty.
A tak niecierpliwie czekała chwili, gdy będzie mogła całkiem sama władać wielkim domem! Kiedy nareszcie nie będzie musiała znosić obecności tej niezdarnej, mrukliwej dziewczyny. Postanowiła nawet, że Hans-Magnus po ukończeniu szkoły kadetów przejmie Bakkegarden. Byłby to wspaniały dom oficerski, w którym ona, jego ukochana matka, królowałaby jako gospodyni.
Z hallu dobiegły ją głosy. To pewnie Vinnie już jest z powrotem, no i Hans-Magnus wrócił do domu z męczącej wyprawy do Oslo.
Biedny chłopiec, naprawdę mu ciężko z tym mizernym żołdem kadeta, który na nic nie wystarcza. To oczywiste, że Kamma musi mu od czasu do czasu pomagać. Tak dobrze się złożyło z kontami bankowymi babki. Teraz…
Teraz z tym koniec!
Wszystko jej zabrano. Na co Vinnie, brzydkiej i niezgrabnej, pieniądze i dom? I tak nigdy nie wyjdzie za mąż, Kamma była o tym przekonana i często powtarzała to dziewczynie. Vinnie miałaby przez całe życie mieszkać sama w tym wspaniałym domu? Z czasem osiedliłby tu się Hans-Magnus, kiedy już zostanie oficerem. To było jedyne sensowne rozwiązanie. Kamma zaopiekowałaby się nim i jego przyszłą rodziną. Chciała mieć wnuki, o wiele bardziej niż synową, ale i z nią na pewno będzie umiała sobie poradzić.
Cena przy jednej z pozycji na liście zakupów nie zgadzała się z ceną dzisiejszą. Kamma natychmiast to zakwestionowała.
– Chleb podrożał, proszę pani. Cena podskoczyła dzisiaj.
– W gazecie nic o tym nie pisano.
Po długiej dyskusji na temat minimalnej podwyżki Kamma wreszcie rzuciła pieniądze na stół, chcąc gwałtownym gestem okazać niezadowolenie z rosnących cen, o których jej się nie zawiadamia. Patem wróciła do hallu.
