
– Czy ona cię widziała?
– Nie. Zarówno banda Leona, jak i mnisi mnie nie widzą. Rycerze natomiast nazywają mnie najsilniejszym, dlaczego – to wyjaśnię wam później. Żywi ludzie nie mogą mnie zobaczyć, podobnie jest z mnichami.
– To brzmi jakoś strasznie – odezwała się Vesla.
Od dawna już pozostawała milcząca. Teraz jej głos zabrzmiał niewyraźnie, jakby przez łzy. Co też ona musi sobie myśleć? Towarzysze okazywali wyrozumiałość dla jej dystansu do całej sprawy. Vesla miała rację – to, co mówił Jordi, musiało brzmieć strasznie…
– Nie ma się czym przejmować – odpowiedział jej Jordi spokojnym, lekkim tonem. – Lecz jeśli wolno mi wyrazić swoją opinię, to nie wierzę, że Emma jest w Ålesund. Prawdopodobnie otrzymała polecenie, by zwabić nas w tamte strony. Z całą pewnością gdzieś niedaleko Ålesund albo po drodze w tamte okolice zastawiono na nas pułapkę.
Morten przełknął ślinę. On był już gotów natychmiast rzucać wszystko i ruszać Emmie na pomoc, gdyby Antonio nie włączył się do tej rozmowy.
Ten zaś, wzdychając głęboko, z wyraźnym zniecierpliwieniem, oświadczył:
– Jordi, chyba już najwyższa pora, żebyś opowiedział nam wszystko od samego początku.
Zaprotestowała jednak Unni.
– Wydaje mi się, że akurat w tej chwili twemu bratu nie na długo starczy sil. Czy nikt nie ma dla niego nic, co nadawałoby się do jedzenia? A ty, Antonio, włącz ogrzewanie! Jordi strasznie marznie.
– Możesz wziąć mój wełniany koc – zaproponował Morten. Niezgrabnie podany koc spadł na Unni, całkiem ją przykrywając.
Jordi, rzecz jasna, trochę protestował, ale uwolnił Unni, a ona zaraz pomogła mu się starannie okryć.
Vesla wyjęła mały kartonik z sokiem pomarańczowym i drożdżówkę.
– Dziękuję – powiedział Jordi zwyczajnie, kiedy już zjadł. – To pierwsza rzecz, jaką miałem w ustach od trzech dni.
