– Bardzo ci dziękuję – odparł Morten. – Ale dlaczego Unni ich widzi? Wydaje mi się, że oszukuje. Próbuje nas sobą zainteresować z jakiegoś powodu, którego nie jestem w stanie pojąć.

Jordi odwrócił się do Unni.

– Powiedz mi, ilu mnichów widzisz na brzegu?

– Przecież wszyscy wiedzą, że jest ich dwunastu – prychnął Morten.

Unni, stając między braćmi, zaczęła liczyć.

– Mnichów jest jedenastu.

– Masz słuszność – kiwnął głową Jordi.

– No tak, rzeczywiście – szepnął Morten zdumiony.

– Czy nie możemy w końcu wsiąść do samochodu? – poprosiła nerwowo Vesla.

– Dobrze, ty już idź – zgodził się Jordi. – Inni mogą spokojnie tutaj stać. Oni się nie zbliżą, przynajmniej na razie.

– Wydaje mi się, że Unni nie musi się wcale obawiać tego, że zostanie wciągnięta w nasze rodzinne piekło – powiedział Antonio. – Ona po prostu jest w stanie zobaczyć więcej niż inni.

Jordi posłał dziewczynie jakieś dziwne spojrzenie.

Nic nie mówi, ale coś wie. Po prostu nie chce mnie straszyć, pomyślała Unni. A ja przez to jeszcze bardziej się boję. Prawie tak samo, jak boję się tych strasznych mnichów.

– Dlaczego jest ich tylko jedenastu? – spytał Antonio.

– Dlatego, że jednego udało mi się wyeliminować – wyjaśnił Jordi cierpko.

– Gdyby więc udało się nam pozbyć ich kolejno po jednym, niebezpieczeństwo zostałoby zażegnane?

– Aż tak proste to nie jest.

Antonio wyraźnie zaczynał się niecierpliwić. Szepnął podniecony:

– Jordi, ile ty właściwie wiesz?

– Całkiem sporo, lecz nie tak znów strasznie dużo więcej niż wy.



15 из 173