
Wszyscy nie mogli się już doczekać, kiedy usłyszą historię Jordiego.
Ale Unni zadrżała, przeniknięta zimnem aż do szpiku kości. Co takiego Jordi niedawno powiedział?
„Jeśli kiedyś ujrzycie mnichów, strzeżcie się!”
3
Do Nordfjordeid dotarli późnym wieczorem i jechali dalej, kierując się w stronę pensjonatu. Morten pilotował ich za pomocą telefonu komórkowego. Zawsze, gdy tylko mógł się do czegoś przydać, cieszył się jak dziecko, Antonio więc powstrzymał się od uwagi, że równie dobrze sam mógłby rozmawiać z babcią Mortena przez samochodowe głośniki. Po cóż zresztą miałby to robić? Młody chłopak radził sobie naprawdę dobrze.
Długo jechali coraz węższymi drogami poprzez mocno pofałdowany teren, nie mając tak naprawdę pojęcia, gdzie się znajdują.
W końcu jednak minęli tabliczkę z napisem: „Widmowy Dwór”.
– Bardzo pobudzająca wyobraźnię nazwa. – Unni aż zadrżała. – Kim było owo widmo?
– Nie wiem – odparł Morten. – Nie znam tych okolic.
– Bez względu na to, czego nam teraz potrzeba, to z całą pewnością nie są tym żadne lokalne straszydła. Wystarczą przeciwnicy, żyjący i nieżyjący, którzy nieustannie depczą nam po piętach.
Nagle z gęstego mroku wyłonił się niewidoczny wcześniej okazały budynek.
– Czy tu nikogo nie ma? – spytała zdumiona Vesla.
– Celowo założyli zaciemnienie w całym domu – odparł Morten. – Babcia stara się zachować wszelką ostrożność, gdy chodzi o te mroczne siły, które odbierają życie jej najbliższym.
– Do których zaliczasz się również ty – skomentowała Unni.
– Owszem – przyznał Morten krótko.
Dom górował nad przybyłymi niczym wieża. Unni nie bardzo lubiła styl tej epoki, kiedy to powstawały wielkie, trzeszczące drewniane domiszcza, wysokie i nieprzytulne, w których aż rozlegało się echo. Jeszcze zanim wysiedli z samochodu, domyśliła się, że Widmowy Dwór jest urządzony w „starym norweskim stylu”. Ściany z belek pomalowano na wstrętny brunatny kolor albo, co gorsza, są jasnozielone z rdzawoczerwonymi zdobieniami. Istna paskuda!
