Na gości czekał już gorący posiłek, jedzenie smakowało wprost niebiańsko. Unni ukradkiem przyglądała się Jordiemu. Jadł bardzo ostrożnie, jakby nie przywykł do jedzenia, Unni spostrzegła jednak, że bardzo go poruszyła bliskość przyjaciół, smaczna kolacja i ciepło panujące w pokoju. Morten nie przestawał mówić, jakby naprawdę przebudził się do życia.

Unni wyobrażała sobie jego babcię jako niedużą okrąglutką staruszkę z siwymi włosami i policzkami rumianymi jak jabłuszka. Nie bardzo odpowiadało to prawdzie.

Gudrun Vik Hansen była ubrana w elegancki sportowy sweter i legginsy. Wyglądała bardzo młodzieńczo, miała makijaż, wyraźny własny styl i była bardzo wesoła. Według słów jej przyjaciela, Bjørna, potrafiła gnać z wózkiem na zakupy przez centrum handlowe niczym kierowca rajdowy, jeśli tylko miała Wolną drogę, a robiła tak jedynie dlatego, że ją to bawiło. Umiała rąbać drzewo jak mężczyzna, doskonale grała w brydża, do którego siadywała raz w tygodniu, prowadziła kurs francuskiego i nie bała się niczego na świecie. A wiek? Sześćdziesiąt sześć lat.

Gudrun Hansen ogromnie cieszyło, że Morten nareszcie nawiązał z nią kontakt. Po wypadku bardzo się o niego martwiła. Napisała do niego mnóstwo listów, lecz, jak się sama wyraziła, wnuk nie był wzorowym korespondentem.

Łóżka czekały już na przybyszów gotowe w nagrzanych pokojach, najpierw jednak postanowili trochę porozmawiać.

Usiedli więc przed kominkiem w jednym z większych pomieszczeń, wszyscy łącznie z babcią Mortena, po to, by wysłuchać historii Jordiego.

Do historii, którą mogła im opowiedzieć Gudrun, postanowiono wrócić następnego dnia.

Unni i Vesla usadowiły się w drewnianych fotelach, których siedzenia i oparcia obite były tradycyjną norweską kraciastą tkaniną. Jordi i Antonio zajęli miejsca po obu stronach kominka, Jordi siedział na ukos od Unni, mogła go więc dobrze widzieć (i chętnie na niego patrzyła). Morten zasiadł razem ze swoją babcią na kanapie, gospodarz natomiast opuścił Widmowy Dwór, musiał bowiem wrócić do domu, do swojej rodziny.



19 из 173