
Antonio rozpoczął od nieco pobieżnego naszkicowania wydarzeń, jakie stały się udziałem Mortena, Unni i jego samego. Vesla przecież przyłączyła się do nich znacznie później.
– Ach, tak, a więc i wy, bracia, mieliście swoje trudności – pokiwała głową Gudrun. – Tak, tak, wiedziałam przecież, że istniała jeszcze jedna gałąź rodu, pochodząca od siostry bliźniaczki babki mego męża Jonasa. Sądziłam jednak, że ta gałąź rodu wymarła.
– Niewiele brakuje, aby tak się stało – krótko zauważył Antonio.
– Ty chyba sporo wiesz, babciu – stwierdził Morten.
– Więcej, aniżeli ci się wydaje.
– Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
– Miałam cię straszyć do obłędu? Nie sądziłam, że wiesz o tej granicy dwudziestego piątego roku życia.
– Sam się o niej dowiedziałem – odparł chłopak.
– A co z tobą, Jordi? – spytała Gudrun. – Ogromnie jesteśmy ciekawi, co się działo z tobą.
Jordi pokiwał głową i w końcu zaczął opowiadać.
– Antonio, ty wiesz, że bardziej niż ciebie interesowały mnie nasze hiszpańskie korzenie, prawda?
– No tak, często przecież jeździłeś do Hiszpanii.
– Nie tak znów często. Mówiąc dokładniej, byłem tam trzy razy. Ja także chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o tym przekleństwie…
Unni wprost połykała Jordiego oczami. Jeszcze nigdy w całym swoim życiu nie spotkała człowieka zdolnego oczarować ją bardziej niż on. A teraz, podczas gdy mówił, dzięki czemu miała w pełni usprawiedliwiony powód, by się weń wpatrywać, nawet nie starała się ukryć swego podziwu.
– Moja historia jest zbyt długa, bym mógł ją wam przekazać dziś wieczorem – oświadczył Jordi swoim zmysłowym, głębokim głosem. – Jeśli jednak macie jakieś pytania, na które mógłbym odpowiedzieć, chętnie zrobię to już teraz.
