— Błona prostetyczna źle zadziałała — oznajmił.

— Co takiego?

— Słyszeliście. Obserwowałem Balcazara cały czas. Czuł się dobrze, póki jego błona nie zaczęła wydawać sygnałów alarmowych. Rozpiąłem mu bluzę i spojrzałem na displej diagnostyczny. Zawiadamiał, że ma atak serca.

— Nie… — powiedział jeden z medyków, ale mógłby równie dobrze mówić do pustego pomieszczenia.

— A jesteś pewien, że go nie miał? — spytała kobieta.

— Na pewno. Rozmawiał ze mną w tym czasie, całkiem do rzeczy. Żadnych oznak bólu czy irytacji. Wtedy błona zawiadomiła mnie, że spróbuje elektrowstrząsów. W tym momencie kapitan stał się oczywiście bardzo ożywiony. — I co potem?

— Próbowałem usunąć błonę, ale do ciała kapitana wchodziło mnóstwo przewodów i zorientowałem się, że w kilka sekund, jakie zostały do wstrząsów, nic nie zrobię. Musiałem odejść od Balcazara. Mógłbym sam zostać zabity, gdybym go nadal dotykał.

— On kłamie! — oznajmił medyk.

— Nie zwracajcie na niego uwagi — powiedział spokojnie Sky. — On musi tak mówić, prawda? Nie twierdzę, że było to rozmyślne… — Pozwolił, aby to słowo zawisło w powietrzu, by zapadło w wyobraźnię słuchaczy. Po chwili kontynuował: — Nie mówię, że to rozmyślne, to tylko straszna pomyłka z powodu przepracowania. Spójrzcie na nich obydwu: są bliscy nerwowego wyczerpania. Nic dziwnego, że zaczęli popełniać błędy. Nie możemy ich zbytnio za to winić.

O to chodziło. Kiedy ludzie będą odtwarzać w pamięci tę rozmowę, wspomną nie Skya, pragnącego się wykręcić od własnej winy, ale Skya wielkodusznego w swym zwycięstwie; nawet współczującego. Dostrzegą to, zaakceptują i jednocześnie przyznają, że część winy może zostać przypisana sennym z wyczerpania medykom. Nie będą widzieli w tym nic szkodliwego, pomyślał Sky. Wielki i szanowany starzec umarł w pożałowania godnych okolicznościach. Istniały więc podstawy do pewnych oskarżeń.

Bardzo dobrze się zabezpieczył.



20 из 296